PIERWSZA WOJNA TRUMPA I JAK OCENIAM JEGO PREZYDENTURĘ
Specjalnie poczekałem dwa tygodnie na to, żeby napisać jakikolwiek komentarz na temat sytuacji na Bliskim Wchodzie. Starałem się odrobić lekcję sprzed roku, kiedy to na początku wydawało się, że Stany Zjednoczone zaczynają kolejną wojnę atakując Iran. Jednakże szybko okazało się, że zobaczyliśmy ustawkę między USA, a Iranem, w której USA uderzyło w rzekomo irańskie bazy nuklearne, ale w taki sposób, że sam amerykański wywiad ogłosił, że nie wykryto tam śladów uranu, na co Iran odpowiedział atakiem na amerykańskie bazy w Katarze, ale z taktownym wcześniejszym ostrzeżeniem. Teraz o żadnej ustawce i wydawaniu się nie ma mowy. Donald Trump może zapisać sobie do zeszytu swój pierwszy raz i dołączyć do kolekcji jako kolejny prezydent USA, który rozpoczął wojnę. To zdecydowanie największa rysa, żeby nie powiedzieć strzał w kolano na prezydenturze Trumpa. Jednym z najważniejszych punktów programowych jego i ruchu MAGA było niewszczynanie kolejnych wojen. Niewtrącanie Ameryki do kolejnych konfliktów zbrojnych. Napisałem kiedyś o tym, jak Donald Trump balansuje między ruchem MAGA, a wpływowym lobby żydowskim. Do tej pory potrafił w miarę skutecznie żonglować tymi piłeczkami i jeśli robił coś zgodnie z linią Izraela na Bliskim Wschodzie to były to pojedyncze i chirurgiczne uderzenia jak zabójstwo generała Ghasema Solejmaniego czy wspomniana prze zemnie ubiegłoroczna ustawka. Nie udało mu się jednak ostatecznie uniknąć wojny. W samym ruchu MAGA rozgorzała dyskusja czy to nie afera Epsteina była kluczowym uderzeniem, który popchnął szantażowanego przez Izrael Trumpa w stronę wojny z Iranem. Co prawda Departament Sprawiedliwości opublikował już ponad 3 miliony stron dokumentów dotyczących Jeffreya Epsteina, ale część z nich została ocenzurowana, a prawdopodobnie jest jeszcze drugie tyle stron, które nie ujrzały światła dziennego. Sam Epstein był powiązany z izraelskim wywiadem - Mosadem. To tylko jedna z hipotez. Swojego zdania co do tego, że Trump jest proizraelski, ale nie jest syjonistą nie zmieniam. Zbyt dobrze przestudiowałem go w ostatniej dekadzie, żeby dać wiarę temu, że jest on na prawdę wyznawcą jakiegoś wielkiego Izraela, który wierzy w nadejście mesjasza. Znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że jest on szantażowany przez Żydów w związku z Epsteinem czy zwyczajnie z powodów koniunkturalnych podporządkowuje się starszym i mądrzejszym, z którymi nie opłaca się walczyć.
Jeśli chodzi o samą wojnę to ciągle to co różni ją od wojen w Afganistanie czy Iraku jest to, że Amerykanie nie dokonali jak na razie lądowej inwazji na Iran, a ich działania opierają się głównie na ostrzeliwaniu obiektów w Iranie z morza. Brak inwazji lądowej to coś co ciągle daje Donaldowi Trumpowi szansę na to, że będzie można z tej wojny w przeciągu kilku tygodni jakoś się wycofać i nie będzie ona wydłużała się w nieskończoność. Wysłanie dziesiątek tysięcy amerykańskich żołnierzy, z których za pewne kilka lub kilkanaście tysięcy wróciłoby do Ameryki w trumnach byłoby prawdopodobnie gwoździem do trumny Republikanów w tegorocznych wyborach połówkowych do Senatu i Izby Reprezentantów. Dla Izraela cel jest zawsze ten sam. Zbić kolejnego wrogiego sobie pionka na bliskowschodniej szachownicy i spowodować odpływ kolejnych milionów muzułmanów z tego regionu do Europy. O ile ten pierwszy cel wydaje się wyraźnie trudniejszy niż w przypadku Afganistanu, Iraku czy Syrii, bo Iran jest silniejszym państwem, to jednak wojna ta z pewnością spowoduje migrację kolejnej rzeszy przybyszów w kierunku jak zawsze szeroko otwartej na przestrzał Unii Europejskiej. Jaki ewentualny interes mogłyby mieć z całej tej awantury Stany Zjednoczone? Destabilizacja UE przez kolejny napływ migrantów jest takim argumentem. Argumentem jest również zamknięcie Chinom dostępu z tego rejonu świata do ropy. I tutaj jednym z wygranych okazuje się Rosja, która nie tylko zaczyna zarabiać na coraz droższych cenach ropy, ale również może uzależnić od swoich zasobów Chiny. Oczywiście warto zwrócić uwagę, że coraz słynniejsza Cieśnina Ormuz wcale nie została zamknięta całkowicie, tylko częściowo, a Iran pozwalał m. in. chińskim kontenerowcom na przepływanie przez nią. Jasne, że w mniejszych ilościach niż dotychczas, ale jednak. Wojna więc musiałaby eskalować na jeszcze dalszy etap, żeby sparaliżować na dobre ten przepływ. A przecież Amerykanie nie chcą zamknięcia tej cieśniny, bo wtedy całkowity wystrzał cen ropy mocno odbiłby się na codziennym życiu milionów Amerykanów, którzy przecież nie są Rosjanami mogącymi zagryźć zęby i jeść trawę, byleby Rosja i jej car miały się dobrze. Tak więc sytuacja jest mocno skomplikowana.
Z moralnego punktu widzenia mocarstwo Stany Zjednoczone sprowokowane przez jednego bandytę na Bliskim Wschodzie - Izrael, napadło na innego bandytę stamtąd - Iran. I tutaj nie ma komu kibicować, bo jedno państwo to nazistowski reżim, a drugie to reżim islamski. Wszyscy są tutaj bandytami. Łącznie ze Stanami Zjednoczonymi, które o ile na własnym podwórku potrafią być całkiem fajnym miejscem do życia(przynajmniej w niektórych stanach) to na zewnątrz wcale tak bardzo nie różnią się od Rosji, poza tym że mają lepszy i nowocześniejszy sprzęt. Jedynie komu możemy kibicować to cywilom, którzy znaleźli się bez swojej winy w strefie wojennej. A tym, którzy zastanawiają się nad tym co powinna zrobić Polska odpowiadam krótko - nic! Państwo polskie pod żadnym pozorem nie powinno mieszać się w ten konflikt, a jeżeli eskalowałby on dalej, wydłużał się w nieskończoność i nadszedłby taki moment, w którym Amerykanie zwróciliby się także do Polski, żeby włączyli się w tę wojnę i wysłali jakiś kontyngent swoich żołnierzy, tak jak do Afganistanu i Iraku to Polska powinna subtelnie owijać w bawełnę i wymigiwać się od tego używając na przykład argumentu, że mamy tutaj blisko Rosję i sami rozumiecie. Obecnie taka perspektywa wygląda na odległą, ale polscy politycy już teraz powinni być przygotowani do tego jak skutecznie i bezboleśnie odmawiać swojemu najważniejszemu sojusznikowi.
A jak oceniam prezydenturę Donalda Trumpa? Potwierdza się na pewno to, że dla Amerykanów Trump nie jest prezydentem przełomu, tylko w najlepszym wypadku takim, który opóźni nadejście kryzysu i recesji. Mogę tylko powtórzyć jak mantrę to, że co prawda z jednej strony obniża on podatki(poza cłami), ale z drugiej nie zmniejsza wydatków, a nawet zwiększa deficyt co oznacza, że proces drukowania bez opamiętania pieniędzy trwa w najlepsze(a raczej najgorsze). Największymi plusami są odejście od polityki klimatycznej, czyli zielonej komuny, co daje trochę oddechu Amerykanom oraz walka z kulturą WOKE, czyli komuną w wydaniu światopoglądowym. Walka z nielegalną imigracją jest tylko połowicznym sukcesem, bo mam wrażenie, że w tej kadencji Trump zaczyna wylewać dziecko z kąpielą i nawet w pewnym momencie musiał się trochę wycofać, kiedy służby do spraw imigracji zastrzeliły Amerykankę broniącą imigrantów przed deportacją. Największe minusy to oczywiście poruszona już wojna z Iranem, sprawa Epsteina i gospodarka amerykańska na odcinku długoterminowym. Te obecne obniżki podatków i zniesienia przepisów klimatycznych jak napisałem będą tylko tymczasową ulgą, ale w dłuższej perspektywie poważna inflacja i kryzys są nieuniknione. Nie da się wiecznie amortyzować tak wielkiego drukowania dolara tym, że jest on walutą światową. Rysą na prezydenturze Trumpa jest również ciągle nieskończona wojna na Ukrainie, która obecnie jakby zeszła na dalszy plan. Tutaj akurat jestem przekonany, że Trump na prawdę chciał i pewnie nadal chce zakończyć tę wojnę, która nie jest mu do niczego potrzebna, a tylko odwraca uwagę od bardziej priorytetowych kierunków. Być może pokojem na Ukrainie będzie chciał trochę przykryć plamę na jego rządach w postaci wojny z Iranem. Wybory w USA odbędą się tradycyjnie w listopadzie. Najgorszy scenariusz dla Republikanów polegałby na wariancie niekończącej się wojny z Iranem z amerykańską inwazją lądową, szalejące ceny ropy i nierozwiązana kwestia wojny na Ukrainie. Wtedy Demokraci, którzy przecież znaleźli się w ostatnich latach w kryzysie mieliby wygraną na wyciągnięcie ręki.

Komentarze
Prześlij komentarz