DEBATA PAWŁA LISICKIEGO Z JACKIEM BARTOSIAKIEM

                                                    


Wczoraj wieczorem obejrzałem debatę na kanale Do Rzeczy na Youtube pomiędzy redaktorem naczelnym tygodnika Do Rzeczy Pawłem Lisickim, a Jackiem Bartosiakiem. Każdemu polecam obejrzenie tego widowiska. Nie tylko tym, którzy interesują się geopolityką czy polityką w ogóle. O Jacku Bartosiaku pisałem już kilkukrotnie. Na początku swojej popularności promował narrację prochińską i trzymał się blisko Radosława Pyffla. Później, kiedy zaczął pracować przy projekcie CPK za czasów rządów PiS-u przekierował się na stronę proamerykańską. A od lutego 2022 roku i eskalacji wojny na Ukrainie stał się naczelnym ekspertem od straszenia wojną i sensacjonistą. Do tego stopnia, że w pewnym momencie stał się bardziej "amerykański" od samych amerykanów i nie tylko powtarzał swoją zgraną płytę o nieuniknionej wojnie Polski z Rosją, ale nawet sugerował wyprzedzający atak jaki powinien zrobić zachód na Rosję, a już szczególnie Polska na obwód kaliningradzki. Teraz Bartosiak uprawia retorykę zdecydowanie proukraińską jednocześnie podważając czy wręcz atakując rolę USA. Zupełnym przypadkiem Bartosiak zaczął zmieniać swoje zdanie na temat Ameryki na negatywne wtedy, kiedy prezydentem został Donald Trump, który próbuje zakończyć wojnę na Ukrainie i doprowadzić do nowego porządku geopolitycznego, który uspokoiłby sytuację. To oczywiście stoi w kontrze do działalności Jacka Bartosiaka, który żyje z nieustannego straszenia Polaków wojną i próbą militaryzacji naszego życia. Koniec wojny i ustabilizowanie sytuacji w regionie byłby ciosem dla takich gagatków jak Bartosiak, którzy zrobili sobie biznes z nakręcania paranoi wojennej. Ludzie ich słuchają, kupują ich książki, wpłacają pieniądze na think tanki i napędzają całą koniunkturę. Czego chcieć więcej?

Dzięki tej debacie po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć Jacka Bartosiaka postawionego pod ścianą. Wreszcie ktoś w dyskusji z nim w prosty i konkretny sposób skonfrontował jego demagogię i propagandę wojenną z rzeczywistością. Demagogię, o którą sam wielokrotnie oskarżał swojego dyskutanta, kiedy ten ośmielił się skutecznie punktować jego braki logiczne i niekonsekwencje. Wreszcie zobaczyliśmy zdenerwowanego Bartosiaka. Zdenerwowanego, bo ktoś potrafił skutecznie obnażyć jego płytkie i demagogiczne myślenie podszyte wydarzeniami historycznymi, które niemal bezrefleksyjnie wciska jeden do jednego do dzisiejszych czasów zupełnie abstrahując od współczesnego kontekstu. 

Bartosiak jak to Bartosiak. Przede wszystkim posługiwał się w tej debacie jak zwykle fałszywym determinizmem o nieuniknionej wojnie Polski z Rosją. Rosja musi nas zaatakować, bo tak. Nie ma znaczenia, że ugrzęzła w wojnie na Ukrainie de facto od 2014 roku. Nie ma znaczenia, że jesteśmy w NATO. Nie ma znaczenia, że istnieje broń atomowa. Nie ma znaczenia, że Rosja nie może na dłuższą metę utrzymywać gospodarki wojennej, bo jest ona dla ogólnej gospodarki w dłuższej perspektywie szkodliwa niczym komunizm. Rzeczywistość nie ma znaczenia. Rosja nas zaatakuje choćby miała się z tego powodu rozpaść i koniec. A jak nie to sami na nią napadniemy, żeby jak to mówi "ekspert" Bartosiak zakończyć projekt imperium rosyjskiego. Ale trzeba przyznać, że jest cwany. Z jednej strony nieustannie straszy Polaków nieuniknioną wojną z Rosją. Jednak z drugiej od czasu do czasu rzuca takie hasła zabezpieczające typu - jeśli zgodzimy się na rosyjskie warunku to wojny nie będzie. Po co tak mówi? To proste. Po tym jak będą mijać kolejne lata i nie będzie wojny z Rosją to Bartosiak powie - ale ja przecież mówiłem, że istnieje taka możliwość, że wojny jednak nie będzie.

I takich niekonsekwencji można u niego znaleźć mnóstwo. Z jednej strony mówi o tym, że NATO już nie działa i właściwie nie istnieje. Z drugiej gada, że nie powinniśmy z tego NATO wychodzić i budować w ramach niego ścisły sojusz ze Szwecją i z Turcją. Czyli jak? NATO się rzekomo skończyło, a my nadal mamy w nim być i płacić miliardy na składkę członkowską?

A już największym kuriozum były jego słowa dotyczące samej Ukrainy. Według niego Ukraina ma silniejszą armię lądową niż wszystkie państwa zachodu ŁĄCZNIE z USA! Oczywiście dalej powtarzał oficjalną narrację, która może miała cokolwiek wspólnego z rzeczywistością dwa lata temu o tym, że Ukraina posiada milionową armię. O tej milionowej armii ukraińskiej słyszymy już od dwóch lat. Co już każe nam zadać pytanie - To jakim cudem przez dwa lata nadal udało im się utrzymać milion żołnierzy? Przez dwa lata Ukraińcy nie ginęli, nie uciekali i tak dalej? Przecież to brzmi jak jakaś tępa propaganda. A jeszcze warto dodać, że przecież większość obecnej tak zwanej armii ukraińskiej to nie są zawodowi żołnierze, tylko cywile, którzy z jednej strony sami chcieli walczyć, a z drugiej zostali zmuszeni i wzięci do wojska siłą. Większość z nich po wojnie rozejdzie się do domu czy za granicę i okaże się, że z tej rzekomo milionowej armii zostanie mniej niż pół miliona żołnierzy. Już abstrahuję od doniesień o tym jak rośnie liczba uciekinierów z armii ukraińskiej, którzy nie chcą być mięsem armatnim.

Na koniec jeszcze jedno kuriozum Bartosiaka z tej debaty. Nasz etatowy geopolityk stwierdził, że to Ukraina ma więcej kart od USA i, że to Zełenski rozegrał Trumpa w Białym Domu podczas słynnej kłótni na oczach całego świata. Tak, tak panie Jacku. Kilka tygodni po tej awanturze Zełenski z podkulonym ogonem podpisał umowę minerałową i Stany Zjednoczone zapewniły sobie dostęp do połowy surowców na Ukrainie. To by było na tyle jeśli chodzi o to, kto ma więcej kart. Jasne, że Trumpowi zakończenie wojny na Ukrainie nie idzie tak sprawnie, jak za pewne się spodziewał, że pójdzie. Ja również uważałem, że wojna skończy się wcześniej i na etapie grudnia 2025 będziemy mieli już ją za sobą. Tym niemniej udało mu się przynajmniej zabezpieczyć interesy amerykańskie i ugruntować pozycję przed finalnym zakończeniem tej wojny, który w końcu i tak nastąpi. A gdzie po jej zakończeniu znajdzie się Wołodymyr Zełenski? I co powie Jacek Bartosiak?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

NOWA PARTIA ELONA MUSKA

NOWA STRATEGIA BEZPIECZEŃSTWA USA I ZDJĘCIE ROKU