O CUDZIE W ARGENTYNIE I O TYM, ŻE DONALD TRUMP NIE JEST DLA MNIE ŻADNYM GURU. PO PROSTU NALEŻY GRAĆ TYM CO SIĘ DA I NIE OBRAŻAĆ SIĘ NA RZECZYWISTOŚĆ.
Argentyna, która jeszcze rok temu znajdowała się na skraju bankructwa powoli, acz skutecznie zaczyna wychodzić na prostą. A wszystko przez rządy libertariańskiego prezydenta Javiera Milei. Kilkadziesiąt lat rządów socjalistów spowodowały, że w kraju naznaczonym peronizmem i permanentną interwencją państwa w gospodarkę zmęczeni Argentyńczycy w końcu wybrali jako swojego politycznego przywódcę wolnorynkowca z krwi i kości, który postanowił dokonać największych cięć w historii kraju uderzając w przerażająco rozrośniętą biurokrację, pełzającą hiperinflację i nadmiernie opodatkowanie obywateli Argentyny. Argentyna jeszcze rok temu podobnie jak Polska posiadała ponad 20 ministerstw. W ciągu pierwszych dwunastu miesięcy swoich rządów prezydent Milei zlikwidował 13 ministerstw i zwolnił ponad 30 tysięcy urzędników! "I okazało się, że państwo, zamiast tracić przez to wpływy i przechodzić załamanie finansowe, to odnotowuje nadwyżkę budżetową po raz pierwszy od 12 lat. Nadwy...