NIE PŁAKAŁEM PO MADURO

 


Myślę, że jest to zdanie, które mogłoby wygłosić lekko licząc jakieś 95% Wenezuelczyków. O socjalistycznym dyktatorze, który nie był legalnym przywódcą, bo takim był prezydent Edmundo Gonzales wspomniałem jakiś czas temu popełniając wpis na temat Marii Coriny Machado, czyli laureatce Pokojowej Nagrody Nobla, a przede wszystkim wieloletniej opozycjonistki prześladowanej przez reżim Nicolasa Maduro. Przy rządach Maduro cenzorskie i zamordystyczne zapędy Unii Europejskiej wyglądają na lekką i przyjemną zabawę. W wenezuelskich więzieniach, a raczej obozach koncentracyjnych siedzą nie tylko tysiące dorosłych ludzi, którzy pisali krytyczne komentarze na temat Maduro i jego poczynań, ale również niepełnoletnia młodzież. Tutaj także warto wspomnieć, że reżim Maduro odbierał, a raczej porywał dzieci rodzicom, którzy nie chcieli je poddać eksperymentowi medycznemu nazywanemu - szczepionkami na Covid19. Jego naśladowcą chciał być obecny, również czerwony przywódca Brazylii - Lula da Silva, który swego czasu zasłynął z tego typu praktyk, które na szczęście okazały się nieudolne. Kilkanaście lat skrajnie socjalistycznych rządów doprowadziły Wenezuelę do bankructwa, mieszkańców do biedy i nędzy, a pospolitych rabusiów do tego, że napadając na banki opróżniali z nich wszystko co się dało oprócz pieniędzy, które w wyniku hiperinflacji całkowicie straciły na wartości.

Na ten moment wiemy, że atak amerykański polegał na szybkim i precyzyjnym uderzeniu w parę celów wojskowych, porwaniu Maduro wraz z jego żoną i wywiezieniu ich z Wenezueli. Cała operacja trwała zaledwie 3 godziny i nie pociągnęła za sobą większych strat zarówno dla jednej, jak i drugiej strony. Trudno mówić tu o klasycznej inwazji. Raczej o działaniu w stylu komandoskim rodem z hollywoodzkich filmów. Można by złośliwie powiedzieć, że amerykańska operacja specjalna trwała 3 godziny i skończyła się zanim się zaczęła, podczas kiedy Rosjanie na Ukrainie swoją operację specjalną przeprowadzają już od ponad 4 lat.

Najważniejsze pytanie brzmi - I co teraz?

Wszystko co wiemy i co napisałem to stan na kilka/kilkanaście godzin po amerykańskiej akcji. Charakterystyczne było to, że nie widzieliśmy nawet próby wielkiego przeciwstawienia się jej przez wenezuelską armię i siły specjalne. Domyślam się, że Amerykanie od dłuższego czasu działali operacyjnie w tamtym regionie penetrując służby, armię, a także inne organy państwowe łącznie z najbliższymi współpracownikami Maduro, tak aby w godzinie próby jak najwięcej z nich zagrało razem z USA. Jeżeli Wenezuela w najbliższych latach wpadnie w stan krwawego chaosu i wojen to Donald Trump będzie miał swój Afganistan, Irak czy Syrię i pod tym względem sam umieści się na półce obok prezydentów Busha i Obamy. Jeśli jednak po początkowych turbulencjach powstanie w najbliższych miesiącach jakiś nowy rząd, który ustabilizuje sytuację i Wenezuela zacznie wychodzić na prostą to pierwszy raz w XXI wieku będzie można powiedzieć, że Amerykanie dokonali interwencji militarnej w jakimś kraju, która opłaciła się wszystkim. Nie tylko samym Amerykanom, którzy zagrali na nosie Rosji i Chin, a ich firmy będą korzystać z dobrodziejstw ropy naftowej, ale również tamtejszym mieszkańcom.
Trzeba przyznać, że nowy rok rozpoczyna się ciekawie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

NOWA PARTIA ELONA MUSKA

NOWA STRATEGIA BEZPIECZEŃSTWA USA I ZDJĘCIE ROKU

DEBATA PAWŁA LISICKIEGO Z JACKIEM BARTOSIAKIEM