PROPAGANDA DZIETNOŚCI I ZAMORDYZM DEMOGRAFICZNY

 


Napisałem kiedyś, że traktowanie mężczyzn jak mięso armatnie z powodu wojny i mitycznej ojczyzny nie różni się w zasadzie od traktowania kobiet jak bydła rozpłodowego z powodu dzietności i mitycznego kryzysu demograficznego.

Propaganda wojenna odczłowiecza nas i karze nam patrzeć na siebie nie jako na człowieka czy szerzej ludzi, tylko jak to mówią militaryści na "zasób ludzki". Stajemy się pionkami w grze polityków i koncernów zbrojeniowych. A jak ktoś zadaje niewygodne pytania, np. o to dlaczego jako zwykli cywile mamy w ogóle być rozważani jako te pionki, skoro płacimy podatki na armię zawodową, która powinna się tym zajmować to zostaje zakrzyczany i wyzywany od zdrajców. Propaganda wojenna i zamordyzm militarny polega na militaryzacji życia społecznego tak, aby każde łajdactwo, każdą kradzież, każde ograniczenie naszej wolności można było wytłumaczyć troską o nasze bezpieczeństwo, porządek i walką z Putinem. Nie ma takiego wydarzenia i takiego tematu, którego politycy nie wykorzystaliby do dokręcenia śruby obywatelom. Wcześniej był wirus. Teraz jest wojna. A tutaj jeszcze klimatyzm czai się za rogiem.

Do całej tej wyliczanki należy również doliczyć propagandę dzietności. Coraz częściej z mediów głównego ścieku słyszymy pokrzykiwania kolejnych etatowych ekspertów o tym jak to wymieramy, nie chcemy mieć dzieci i jaki to w ogóle jest wielki skandal, że ludzie chcą żyć po swojemu i jeśli ktoś nie chce mieć dzieci to po prostu ich nie ma i nic nikomu do tego. Ta zniewaga krwi wymaga! Przecież zamordyści bez względu na to czy są to zamordyści sanitarni, militarni, klimatyczni czy demograficzni nie uznają wolności jednostki. Ludzie według nich nie powinni mieć prawa do decydowania o własnym życiu prywatnym czy intymnym. Nie może być tak, że kobieta z mężczyzną w łóżku to jakaś intymna sfera zarezerwowana wyłącznie dla nich. O nie! Ich stosunek jest sprawą publiczną! Mają być rozliczani z tego czy będą z tego dzieci i ile. I tak całkiem niedawno zupełnie na serio rozważany był w dyskursie publicznym pomysł powrotu do tzw. bykowego, czyli okradania przez państwo ludzi bezdzietnych dodatkowym podatkiem. Podatek rodem z komunistycznego PRL-u. Projekt ustawy na szczęście na razie został oddalony z parlamentu. Jest to tylko jeden z wielu symptomów tej paranoi, która traktuje ludzi jak zwierzęta, które istnieją wyłącznie do tego, żeby się bezmyślnie rozmnażać. Szantażuje się nas rozpadem systemu emerytalnego, bo nie będzie miał kto w przyszłości pracować na emerytury. I wiecie co? Bingo! To jest właśnie klucz. Tym starszym i mądrzejszym na samej górze niekoniecznie chodzi o demografię samą w sobie, tylko o obecny niewolniczy system emerytalny zwany również bismarkowskim, którego oni chcieliby jak najdłużej utrzymać, bo czerpią z niego korzyści. ZUS to jest piramida finansowa, a ten system w swojej absurdalności zakłada, że ludzi zawsze będzie się rodziło coraz więcej i zawsze będzie więcej pracujących niż emerytów. To założenie jest oczywiście błędne, ponieważ gdyby zawsze rodziło się coraz więcej ludzi to prędzej czy później rzeczywiście pojawiłby się problem przeludnienia i pojawiłaby się jakaś prawdziwa zaraza, która mówiąc brutalnie wyrównałaby rachubę. W rzeczywistości nie mamy kryzysu demograficznego, tylko kryzys bismarkowskiego systemu emerytalnego, który należałoby zlikwidować, a nie brnąć w niego dalej zastraszając społeczeństwo. Najlepiej byłoby całkowicie zlikwidować państwowy przymus emerytalny, spłacić tych wszystkich, którzy jeszcze załapali się do obecnego systemu i rozpoczęto pobieranie od nich składek, a po spłaceniu ostatniego emeryta zgasić światło i nie wciągać do tej potwornej spirali następnych pokoleń.

Na prawdę nie ma powodu, żeby w Polsce zawsze żyło 40 milionów ludzi lub więcej. Jeśli za 50 czy 100 lat będzie 20 czy nawet 15 milionów Polaków to świat się z tego powodu nie zawali. Jest mnóstwo krajów, które mają znacznie mniej mieszkańców niż Polska i całkiem fajnie się tam żyje. Wolność jest ważniejsza od megalomańskich idei. Także tych związanych z demografią. A jak ktoś poda kontrargument, że zaleją nas imigranci to odpowiadam, że jako wolnorynkowiec jestem przeciwnikiem socjalu. Także, a nawet przede wszystkim dla obcokrajowców. Gdyby na zachodzie Europy nie pojawiły się programy socjalne dla imigrantów to nie mieliby takiego problemu i nie powstałyby strefy "no-go" złożone ze zradykalizowanych imigrantów, którzy w wyniku życia od pokoleń na zasiłkach nigdy nawet nie zaczęli prawdziwej asymilacji. Podsumowując krótko - Wolność jest lepsza od zamordyzmu, a wolny rynek jest lepszy od socjalizmu.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

NOWA PARTIA ELONA MUSKA

NOWA STRATEGIA BEZPIECZEŃSTWA USA I ZDJĘCIE ROKU

DEBATA PAWŁA LISICKIEGO Z JACKIEM BARTOSIAKIEM