CZY Z WOJNY CELNEJ MOŻE WYNIKNĄĆ COŚ DOBREGO?
Nie jestem fanem ceł. To oczywiste. Jestem wolnorynkowcem, a cła to po prostu kolejne podatki, wbrew pozorom nakładane de facto na krajowego nabywcę zagranicznych towarów, a niekoniecznie haracz nakładany na zagranicznych eksporterów czy krajowych importerów. Ci bowiem stawkę celną doliczą do ceny detalicznej, którą zapłaci konsument krajowy. Cała protekcjonistyczna gadanina o rzekomej "ochronie rynku wewnętrznego" oznacza w tej sytuacji wyłącznie zmuszenie krajowych konsumentów do kupowania droższych, a niekiedy i gorszych towarów od krajowego producenta. Jeśli cła są dobre, to powinniśmy ustanowić obowiązek ich płacenia również od towarów przekraczających granice województw, powiatów, a nawet gmin. Nigdzie na świecie jednak takiego pomysłu nie wprowadza się w życie. Dlatego co do zasady jestem przeciwnikiem istnienia ceł. To, że prezydent Donald Trump nie waha się przed ich wprowadzaniem nie jest dla mnie zaskoczeniem. Napisałem już kiedyś, że Trump jest amerykańskim nacjonalistą. Kiedy uznaje, że rozwiązania wolnorynkowe są korzystne to je wprowadza(z reguły w polityce wewnętrznej). Natomiast, kiedy uważa, że protekcjonizm państwowy jest lepszy to również nie ma specjalnych oporów przed takim działaniem. Czy zatem można próbować szukać jakiegokolwiek pozytywu w polityce celnej Trumpa? Czy może z tego wszystkiego wyniknąć cokolwiek dobrego? Otóż tak. Jest spora szansa, że jeżeli na dobre rozgorzałaby wojna handlowa pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, a Unią Europejską to pod jej naporem załamałby się wyjątkowo szkodliwy projekt znany pod nazwą - zielony ład. Nie będę teraz szczegółowo rozpisywał się na temat tego projektu, bo robiłem już to nie raz. Natomiast nie ulega wątpliwości, że pod pretekstem walki ze zmianami klimatycznymi i fałszywymi, rzekomo antropogenicznymi przyczynami zmian klimatu zamordyści z Brukseli chcą wprowadzić zieloną komunę, która jest kolejnym etapem zniewalania mieszkańców Europy i robienia z naszego kontynentu gospodarczego skansenu pod hasłem - zero growth(zerowy wzrost):
Za Wikipedią - pogląd głoszący konieczność powstrzymania lub ograniczenia wzrostu gospodarczego, gdyż jest on równoznaczny z zagładą środowiska naturalnego przez co pośrednio stanowi zagrożenie dla istnienia samego człowieka.
Na koniec warto wspomnieć, że Donald Trump w rzeczywistości wyrównał cła amerykańskie do ceł, jakie na amerykańskie produkty nałożyły państwa, które teraz dostały identyczne cła na swoje produkty eksportowane do USA. To oznacza, że Trump tak na prawdę niczego nie zaczął, a jedynie rozkręcił mechanizm używania ceł w polityce międzynarodowej. Z dwojga złego wolałbym już żyć w realiach wojny celnej niż w realiach wprowadzania w życie na dobre zielonej komuny. Skoro już na horyzoncie pojawia się wojna handlowa pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, a Unią Europejską to niech ona okaże się chociaż gwoździem do trumny dla zielonego ładu. A już na prawdę na sam koniec, tylko napomknę, że polski eksport do USA to zaledwie 3%. Co oznacza, że ta cała wojna handlowa bezpośrednio dotknie Polskę w bardzo niewielkim stopniu. Niebotycznie mniejszym niż efekty związane ze stopniowym wprowadzaniem zielonego ładu, który objawia się przede wszystkim w rosnących cenach energii.
Komentarze
Prześlij komentarz