SZCZYT W LONDYNIE POTWIERDZIŁ, ŻE EUROPA BEZ AMERYKI NIE MA POWAŻNEJ SPRAWCZOŚCI
J.D. Vance miał miał rację w swoim przemówieniu w Monachium, kiedy mówił o zaniku nie tylko wartości w Europie, ale również o zaniku jej sprawczości. Po piątkowej awanturze w Białym Domu w niedzielę odbył się szczyt liderów państw europejskich w Londynie, który miał być odpowiedzią na to co stało się w Waszyngtonie. Przez dwa dni atakowały nas zewsząd huczne wypowiedzi dziennikarzy i polityków o tym, jaka to straszna jest Ameryka pod rządami Donalda Trumpa, która porzuca Ukrainę. Gadające głowy z reżimowych mediów zaczęły buńczucznie wykrzykiwać o potrzebie wzięcia przez Europę sprawy w swoje ręce i pokazaniu światu, że teraz to ona będzie rozgrywać wojenną partię na Ukrainie. Niektórzy co bardziej infantylni liderzy państw zaczęli nawet publicznie napinać mięśnie(patrz - Donald Tusk). Bardzo szybko okazało się jednak, że z tego napompowanego balonika szybko uleciało powietrze. Po szybkiej inwentaryzacji wyszło na to, że Europa bez Stanów Zjednoczonych może sobie groźnie kiwać palcem w bucie, a premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer powiedział wprost, że Europa nie jest w stanie pomijać USA i potrzebuje gwarancji bezpieczeństwa od Amerykanów. Wołodymyr Zełenski chwilę po londyńskim szczycie powiedział, że jest gotowy do ponownej rozmowy z Donaldem Trumpem i do podpisania umowy surowcowej. Wyszło na to, że to Trump jest szefem. Nadal trudno powiedzieć, o co dokładnie chodziło w piątkowej awanturze przed oczami całego świata. Po kilku dniach widzimy, że Zełenski podkulił ogon, a Europa w sumie przyznaje, że nie jest mocarstwem, tylko juniorpartnerem dla Stanów Zjednoczonych. Z tej perspektywy widać, że to Trump stawia na swoim. Warto również podkreślić, że coraz ważniejszą rolę w związku z tym zaczyna odgrywać premier Włoch Giorgia Meloni. Meloni ma bardzo dobre relacje z prezydentem Trumpem, a jednocześnie całkiem niezłe z prezydentem Ukrainy. Być może to ona stanie się łączniczką pomiędzy Waszyngtonem, a Kijowem, a niekoniecznie Macron czy Starmer. Po to właśnie administracja Trumpa budowała w ostatnich latach sieć swoich sojuszników w Europie. Bez wątpienia poza premierem Węgier Viktorem Orbanem najbardziej zaufanym liderem w Europie jest dla nich Giorgia Meloni.
Radzę nie przejmować się wypowiedziami takimi jak Elona Muska, który na portalu X zaczął podważać sens członkostwa USA w NATO. To jest klasyczne zagranie Trumpa, który jeśli nie sam to przez swoich współpracowników od czasu do czasu wali swoich adwersarzy cegłą w głowę. Przypominam, że przywódcy w Europie tyle w ostatnich latach nawrzeszczeli się o wojnie i Putinie, a ciągle mają problem z przestrzeganiem zasad w ramach NATO i płaceniem wymaganej ilości pieniędzy na obronność. Skoro nie da się z nimi po dobroci to trzeba zagrać ostrzej.

Komentarze
Prześlij komentarz