DONALD TRUMP I J.D. VANCE ŚCIĄGAJĄ BIELIZNĘ EUROPEJSKIEJ DONKISZOTERII
W ostatnich dniach administracja Białego Domu dała Europie jasno do zrozumienia, że nie jest już ona pępkiem świata. Zarówno, jeśli chodzi o sprawczość, jak i wartości. Prezydent Donald Trump bez zbędnych ceregieli postawił sprawę jasno i zaczął negocjować z Rosją zakończenie wojny na Ukrainie. Powiedział wprost, że Europa miała 3 lata, aby spróbować zakończyć ten konflikt, ale tego nie zrobiła. Wolała podjudzać i zarządzać strachem. Trump jak to Trump. Jako prezydent Stanów Zjednoczonych ma prawo wykorzystywać swoją pozycję i robi to bezwzględnie. Kiedy Zełenski podskakuje to Trump wyskakuje z minerałami, którymi Ukraina będzie musiała zapłacić jako rekompensatę za setki miliardów dolarów, jakie USA dały Ukrainie. Kiedy Macron zwołuje szczyt w Paryżu z innymi liderami państw europejskich, żeby naradzić się jak tutaj poradzić sobie z prezydentem USA to Trump rzuca w eter możliwość wycofywania się amerykańskich wojsk z niektórych krajów Europy. Tutaj nie ma miękkiej gry. Każdy kto śledzi Trumpa od lat i czytał jego książki nie powinien być zaskoczony. Donald Trump obiecał zakończenie wojny na Ukrainie, więc ją zakończy. Pierwsze oficjalne rozmowy amerykańsko-rosyjskie odbyły się w Rijadzie w Arabii Saudyjskiej pomiędzy amerykańskim sekretarzem stanu Marco Rubio, a rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Sergiejem Ławrowem. Jest dla mnie jasne, że wojna na Ukrainie wchodzi w ostatnią fazę i jej dni są już policzone. Wołodymyr Zełenski będzie jeszcze przez jakiś czas się stawiał i grał rolę ukraińskiego męża stanu, który twardo i odważnie walczy o interes Ukrainy, ale prędzej czy później podpisze co trzeba. Ukraina nie jest i nie była państwem niepodległym. Od wschodu jest atakowana przez wpływy rosyjskie, a od zachodu jest całkowicie podporządkowana zachodowi, a przede wszystkim Stanom Zjednoczonym. Wbrew ciągle dominującej u nas propagandzie w interesie Ukrainy jest jak najszybsze zakończenie wojny. Liczba Ukraińców na Ukrainie jest ograniczona, a kontynuowanie tej rzezi jeszcze przez rok, może dwa spowodowałoby, że na Ukrainie zostaliby sami staruszkowie, kobiety z dziećmi i inwalidzi. Od początku nie wierzyłem i nie wierzę, że państwa zachodnie włączyłyby się bezpośrednio do tej wojny i wysłały swoje wojska do walki z Rosją ryzykując trzecią wojnę światową i zagładę nuklearną. Co innego rozważania na temat wysłania wojsk po zakończeniu wojny w ramach misji pokojowej. Choć tutaj warto podkreślić, że Rosja w negocjacjach z pewnością nie zgodzi się na to, żeby wojska państw NATO stacjonowały na Ukrainie. Przecież to był jeden z głównych argumentów strony rosyjskiej tłumaczący atak na Ukrainę - rozszerzanie się NATO na wschód. Byłbym więc zdziwiony, gdyby ostatecznie udało się załatwić wysłanie wojsk francuskich czy brytyjskich na Ukrainę. Co innego gadać o tym na konferencjach czy w mediach, a co innego to zrealizować. Prawdopodobnie na Ukrainie pojawią się wojska państw neutralnych, takich jak Indie czy Brazylia. Ewentualnie misja pokojowa prowadzona pod sztandarem ONZ czy OBWE. Wspominał o tym Donald Trump.
Z kolei wiceprezydent USA J.D. Vance dokonał swego rodzaju roastu na Europie, a przede wszystkim na Unii Europejskiej, która według niego zapędziła się w ideologiczny kozi róg. Również podobnie jak Trump postanowił zagrać ostro i zaczął zastanawiać się nad sensownością trzymania amerykańskich wojsk na terenach państw, które stosują cenzurę. To wszystko odbywało się na konferencji w Monachium przy udziale europejskich aparatczyków. Vance zwyczajnie opieprzył państwa europejskie, ze szczególnym uwzględnieniem Niemiec za to, że z jednej strony straszą wojną i agresją rosyjską, a z drugiej strony niszczą europejski przemysł za pomocą szalonej biurokracji i pomysłów typu zielony ład. Ofuknął Niemcy również za to, że są pasażerem na gapę w NATO i od wielu lat konsekwentnie nie płacą wymaganej ilości na zbrojenia. Jego wystąpienie było wodą na młyn dla takich przywódców jak premier Włoch Giorgia Meloni czy premier Węgier Viktor Orban, którzy stoją w opozycji do federalizacji Unii Europejskiej. Co ciekawe Giorgia Meloni, która pojawiła się na szczycie w Paryżu zwołanym przez Macrona jasno zadeklarowała, że stoi po stronie Donalda Trumpa i USA. O samym spotkaniu powiedziała, że nic na nim nie zostało ustalone, a sam szczyt miał charakter wyłącznie pokazowy. Takie spotkanie przy ciasteczkach i kawusi.

Komentarze
Prześlij komentarz