DLACZEGO ZAGŁOSUJĘ W WYBORACH PREZYDENCKICH NA GRZEGORZA BRAUNA?
A więc Konfederacja w imię marszu ku centrum pozbywa się Grzegorza Brauna. Wniosek, który złożył do sądu partyjnego Krzysztof Bosak w sprawie wykluczenia Grzegorza Brauna z szeregów Konfederacji został rozpatrzony pozytywnie. Przemysław Wipler i Jarosław Kaczyński mogą triumfować. Przypominam słowa Jarosława Kaczyńskiego sprzed kilku lat o tym, że PiS chętnie pójdzie z Konfederacją, ale bez Korwina i Brauna. Tak się jakoś przypadkiem składa, że po wejściu Wiplera do Konfederacji najpierw skonfliktowano Konfederację z Korwinem i go usunięto, a teraz pozbyto się Grzegorza Brauna. Ja w takie przypadki nie wierzę. Wiplera od dawna traktuję jako pisowskiego agenta wpływu w ramach Konfederacji. Ten sam Wipler w 2023 regularnie spotykał się z Danielem Obajtkiem. Ten sam Wipler był główną przyczyną rozłamu Kongresu Nowej Prawicy na przełomie 2014 i 2015 roku, który spowodował odejście Korwina ze swojej partii i założenie nowego ugrupowania - Partia KORWiN. Ten sam Wipler jeszcze w 2022 roku zapewniał na kongresie partii Nowa Nadzieja, że nie wróci do polityki. I to właśnie ten sam Wipler bezczelnie skłamał tuż po akcji gaśnicowej Brauna mówiąc, że to Braun zaatakował fizycznie kobietę, choć wiemy, że było dokładnie odwrotnie.
Pisałem wtedy, że w dłuższej perspektywie nie będzie miejsca w Konfederacji dla Brauna i Wiplera jednocześnie. Nie da się pogodzić tzw. marszu ku centrum z zachowaniem ideowości i antysystemowości. Ten cały marsz ku centrum polega na stopniowym łagodzeniu przekazu, robieniem z siebie pluszowego antysystemu, na którego przychylniej zacznie patrzeć mainstream. Sławomir Mentzen trzymając na pokładzie Wiplera wszedł na tę drogę na dobre i jak widać ostatecznie udało im się również podporządkować sobie Krzysztofa Bosaka. Od początku sprzeciwiałem się tej doktrynie. Powolne rozmywanie idei i jasnego przekazu na rzecz kierunku w stronę centrum spowoduje, że Konfederacja zacznie być ugrupowaniem takim jak wszystkie inne. Prawdziwą siłą Konfederacji była jej odrębność, która czyniła ją prawdziwą alternatywą dla obecnego reżimu. Pisałem również, że Konfederacja powinna być nastawiona na długi marsz, bo naturalna antysystemowa siła w warunkach demokratycznych buduje swoje poparcie stopniowo i powoli. Tymczasem chłopcy z Konfederacji postanowili pójść na skróty i zmienić zupełnie taktykę. Postanowili dopasowywać się do ogółu społeczeństwa, zamiast, tak jak do tej pory przekonywać społeczeństwo do swoich pomysłów i przy okazji liczyć na to, że wraz z kryzysem ludzie szybciej będą się do tych pomysłów przekonywać. Powtórzę się, ale było to dobitnie widać po ataku Rosji na Ukrainę i wybuchu paranoi wojenno-ukraińskiej, która zastąpiła paranoję pandemiczną. O ile Konfederacja jako całość w czasach covidiozy sprzeciwiała się tamtemu zamordyzmowi(oczywiście Grzegorz Braun najbardziej konsekwentnie), o tyle już nie była taka zgrana podczas amoku wojennego, który objawiał się w kultowych słowach takich jak "jesteśmy sługami narodu ukraińskiego" czy "to jest nasza wojna". Tylko Grzegorz Braun wraz ze swoją partią Korona zarówno w pierwszym jak i drugim przypadku byli antysystemowi od A do Z. Dopiero, kiedy nastroje społeczne zaczęły się zmieniać to Mentzen z Bosakiem zaczęli negować hagadę wojenno-ukraińską. Gdyby robili to od samego początku okazaliby się na prawdę wiarygodni. Kolejnym objawem lawirowania Konfederacji była debata Mentzena z Petru, w której ten Petru od sześciu króli i innych wpadek potrafił zaginać Mentzena, który zamiast trzymać się pryncypiów szedł taktyką marszu ku centrum i nie potrafił odpowiadać na proste pytania np. czy jest za wyjściem Polski z UE albo czy na prawdę chce zlikwidować podatki dochodowe i zlikwidować program 500+? Zamiast odpowiedzieć - tak, to lał wodę jak typowy polityk, żeby nie zrazić do siebie dużej grupy wyborców. Skończyło się na tym, że zraził do siebie część ideowego antysystemu, a jednocześnie nie przekonał wystarczającej ilości centrowych obywateli i Konfederacja dostała 7% w wyborach parlamentarnych. Ale nawet jeśli w końcu uda się taką taktyką zgarnąć oszołamiającą ilość głosów, to co z tego? Wtedy Konfederacja będzie zakładnikiem marszu ku centrum i zamiast działać na obalenie tego systemu to będzie się do niego podporządkowywać. A w tle czai się koalicja z PiS-em, której łącznikiem ma być Przemysław Wipler. Co nam z tego, że zagramy na kodach, pójdziemy na skróty i będziemy mieli 15 czy 20%, jeśli odbędzie się to kosztem idei? To ja już wolę pozostać na marginesie niż sprzedać własną matkę. Idealnym scenariuszem i wcale nie takim nierealnym byłoby, gdyby w przyszłości zarówno PO jak i PiS nie mogłyby rządzić bez Konfederacji i wtedy Konfederacja grałaby na wymuszenie koalicji PO z PiS-em, która zdemaskowałaby w oczach Polaków ustawkę tego systemu. Jednak według obecnie rządzącej w Konfederacji logiki należałoby wtedy wejść z kimś w koalicję i i de facto podtrzymywać ten układ marnując kolejne lata.
Wyobraźmy sobie, że gramy w bilarda. Czasami jest taki układ kul na stole, że nie jesteśmy w stanie wbić żadnej własnej kuli skutecznie do jednej z łuz. Po prostu układ jest zamknięty. Lepiej jest wtedy rozbić ten układ tracąc ruch, ale zmieniając radykalnie konfigurację wszystkiego na stole.
Nie mam żadnej wątpliwości, że to Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak zdradzili Grzegorza Brauna i grali nieczysto. Już abstrahując od odejścia od ideowości to nieczysta gra odbywała się także wewnątrz Konfederacji. Nie tylko nie zwołano kongresu Konfederacji, który zgodnie ze statutem powinien odbyć się w zeszłym roku, ale również odwołano obiecane wcześniej prawybory. A jeszcze warto wspomnieć, że początkowo, kiedy jeszcze temat prawyborów był w grze Mentzen, Bosak i Wipler bezczelnie ogłaszali wszem i wobec, że w prawyborach będzie, tylko dwóch kandydatów - Mentzen i Bosak, pomijając ostentacyjnie Grzegorza Brauna. Potem rada liderów, której legalność jest zastanawiająca po niezwołanym kongresie postanowiła, że to Sławomir Mentzen będzie kandydatem na prezydenta, bo tak. Grzegorz Braun i tak przez ostatnie lata był wyjątkowo lojalnym i powściągliwym koalicjantem w Konfederacji. Nigdy nie wynosił brudów i nieczystej gry swoich kolegów na zewnątrz. Nie powiedział złego słowa publicznie nawet o szui Wiplerze. Kiedyś jednak czara goryczy musiała się przelać. Inaczej rzeczywiście, tak jak napisał profesor Adam Wielomski Grzegorz Braun wraz ze swoją partią zostaliby całkowicie zmarginalizowani i niezdolni do żadnego kontrataku.
A o
co będą te wybory? Nie mam złudzeń. Mój głos na Grzegorza Brauna to
przede wszystkim podziękowanie za to, że jako jedyny z liderów
Konfederacji zachował się jak trzeba we wszystkich godzinach próby.
Zarówno stanowczo sprzeciwiając się paranoi pandemicznej, jak i paranoi
wojenno-ukraińskiej i klimatycznej. Nie muszę być katolikiem, ani osobą
wierzącą, ani nawet konserwatystą, żeby popierać tego człowieka.
Popieram go, ponieważ to właśnie on w godzinie próby bronił moich
wolności i praw przed zapędami rewolucji komunistycznej. Nie mam pojęcia
jaki wynik uzyska. Nie wiem czy dostanie więcej głosów od Mentzena czy
mniej. Zupełnie mnie to w tym momencie nie interesuję. Wiem, że ja już
mam kandydata, na którego będę mógł zagłosować z czystym sumieniem.

Komentarze
Prześlij komentarz