Zawsze
byłem dziwakiem. Od najmłodszych lat nie czułem się komfortowo
przebywając w większym towarzystwie. Nie lubiłem się bawić. Nie czułem
potrzeby asymilowania się z rówieśnikami. Raz w życiu poszedłem na
dyskotekę szkolną. Przebywałem w towarzystwie palantów, którzy za
plecami dziewczyn wygadywali obrzydliwe i sprośne rzeczy. Potem bawili
się z tymi dziewczynami do muzyki klubowej za którą nie przepadam. Na
końcu to ja wyszedłem na czarną owcę naznaczoną przez całą klasę i
nauczycielkę, bo nie okazałem się hipokrytą. Nie obrażałem dziewczyn,
aby za chwilę bez przeszkód się z nimi bawić. Więc nie doczekałem końca
tamtego przedstawienia i wyszedłem. Później było tylko gorzej.
Najgorszy był przeskok z jednej szkoły do drugiej. Zmiana otoczenia. Nawiązywanie nowych kontaktów. Dopasowywanie się do nowej rzeczywistości. W liceum zaczęły dotykać mnie ataki paniki. Jest to coś co trudno opisać słowami, a na regułkowe podejście do tematu nie mam ochoty. Po prostu nagle w korytarzu szkolnym w czasie przerwy zaczynałem się czuć jak dziecko schowane w piwnicy podczas bombardowania. Obsesje na punkcie tego, że wszyscy dokoła zwracają na mnie uwagę, czekają na moje potknięcie, widzą we mnie odludka, że koledzy mi dokuczają, a nauczycielka krzywo się spojrzała. A może zaraz zostanę wywołany do tablicy? I co z tego, że się uczyłem skoro będę miał problemy, żeby wydusić z siebie choćby jedno zdanie stojąc przed całą klasą? Słyszę liceum, myślę - ataki paniki, wymiotowanie, myśli samobójcze.
Mając szesnaście lat zacząłem uczęszczać na terapię psychologiczną. Poznałem wtedy niezwykła dziewczynę o imieniu Agata. Ona również chodziła na terapię. Zbliżyły nas do siebie te same problemy, z którymi borykaliśmy się od dzieciństwa. Nasza aspołeczność, problemy rodzinne i chęć ciągłego odrywania się od rzeczywistości. Nigdy nie spotkałem drugiego takiego człowieka, który będąc tak ciepłą, miłą i troskliwą osobą jednocześnie byłby tak bardzo nieszczęśliwy. Jednym z przejawów jej odrywania się od rzeczywistości było samookaleczanie. Pewnego wieczoru po tym jak skończyliśmy oglądać jakiś thriller postanowiła otworzyć się przede mną i pokazała mi swoje nadgarstki. Powiedziała wtedy:
- Poza tobą moimi najlepszymi przyjaciółmi są żyletki. Mają bardzo ostre języki.
A co było najgorsze? Że ja naprawdę chciałem jej pomóc. Celowo chciałem umawiać się z nią codziennie choćby na godzinę, żeby sprawdzać jak się ma i spróbować na różne sposoby umilać jej życie. Tak samo jak ona potrafiła przynajmniej na chwilę poprawiać moje. Oboje uwielbialiśmy słuchać rocka i metalu. Byliśmy fanami Harrego Pottera. Oglądaliśmy thrillery i horrory. Potrafiliśmy godzinami dyskutować o filmografii, a nawet filozofii i sensie życia. Wtedy zapominaliśmy o codzienności i problemach. Wtedy na prawdę zbliżaliśmy się do czegoś co nazwałbym namiastką szczęścia.
Dlaczego napisałem najgorszego?...
To był piątek. Nie mogłem nawiązać z Agatą kontaktu. Dzwoniłem do niej. Nie odbierała. Pisałem. Nie odpisywała. Po szkolę postanowiłem więc udać się do niej. Kiedy zadzwoniłem drzwi otworzyła jej mama. Na pytanie co się dzieję z Agatą odpowiedziała jak gdyby nigdy nic:
- Agata nie żyje. Wczoraj popełniła samobójstwo.
Nawet
nie jestem w stanie opisać pustki jaką poczułem słysząc te słowa. I tego
spokoju z jakim powiedziała o śmierci swojej córki jej matka. Dlatego
depresja to druga po raku choroba, która zabija najwięcej osób na
świecie. Depresja to taki mąciciel i przebiegły drapieżnik w jednym.
Najpierw przewraca twoje życie przez umysł do góry nogami, a potem
przyzwyczaja ciebie i twoich bliskich do bólu i nieuniknionego końca.
Komentarze
Prześlij komentarz