Z NIEWOLNIKA NIE MA PRACOWNIKA
https://www.rp.pl/konflikty-zbrojne/art41006671-associated-press-ukrainska-armia-ma-problem-nowi-rekruci-nie-chca-strzelac
Wysyłanie cywilów pod przymusem na wojnę, żeby walczyli z inną armią jest tym samym co gwałcenie kobiet, żeby poprawić sytuację demograficzną.
Tak właśnie kończy się traktowanie swoich obywateli jak mięso armatnie. Tak kończy państwo, które zamiast w ostatnich kilkudziesięciu latach budować nowoczesną i porządną armię zawodową wolało bawić się w korupcję, a kiedy wybiła godzina W to konsekwencje swojej nieudolności i łajdactwa postanowiło przerzucić na zwykłych ludzi. Putin jest bandytą i zbrodniarzem wojennym, bo Rosja pod jego rządami napadła na inne państwo. Zełenski niestety także jest bandytą, bo rządzi państwem, które urządza łapanki na cywilów i wrzuca ich na front. Obecnie większość Ukraińców "walczących" na froncie nie są żadnymi prawdziwymi żołnierzami. Bo takimi można nazwać wyłącznie żołnierzy zawodowych. Większość tzw. armii ukraińskiej stanowią cywile, czyli mięso armatnie. Dlatego te państwo jest skazane na porażkę. Kwestią czasu jest, kiedy Amerykanie, Niemcy i Rosjanie ostatecznie dogadają się w sprawie podziału Ukrainy na swoje strefy wpływów. Dla Ukraińców im szybciej skończy się ta wojna tym lepiej. Przynajmniej mniej osób zginie na darmo. Napisałem kiedyś, że popieram Ukraińców, którzy uciekli z tamtego mordoru na zachód, bo wolą żyć normalnie na zachodzie niż być mięsem armatnim na wchodzie w imię interesów polityków i koncernów zbrojeniowych. Z biegiem czasu te słowa przybierają tylko na sile. To samo zresztą tyczy się Rosjan. Rosja również wrzuciła już tysiące cywilów na ukraiński front. Jednak ma przewagę w postaci liczniejszej armii zawodowej niż Ukraina. A, że ta wojna toczy się jeszcze jedną nogą w XX wieku, gdzie liczebność armii ciągle ma kluczowe znaczenie i prowadzi się krwawe i absurdalne z dzisiejszej perspektywy bitwy pozycyjne czy coś takiego jak słynna bitwa o Bachmut, w której dziesiątki tysięcy mężczyzn zginęło w bezsensownej nawalance o niewielkie miasto w obwodzie donieckim to tylko doprowadziło do szybszego wykrwawienia się Ukrainy.
My możemy tylko się cieszyć, że Polska należy do NATO i od początku całej tej paranoi na wschodzie nie byliśmy realnie zagrożeni wbrew propagandzie mediów głównego nurtu. Hipotetyczna wojna NATO z Rosją wyglądałaby za to zupełnie inaczej niż wojna na Ukrainie. Ta wojna stałaby już dwiema nogami w XXI wieku, gdzie nie liczy się ilość, tylko jakość. A jeśli ilość to nowoczesnego sprzętu. Przede wszystkim rakiety, samoloty i drony. Na to jednak na szczęście się nie zanosi.
Komentarze
Prześlij komentarz