KONFEDERACJA WCISKA SWOIM SYMPATYKOM KIT
Jeszcze kilka tygodni temu sympatycy Konfederacji byli zapewniani, że jesienią odbędą się prawybory, w których zadecydują o tym kto zostanie kandydatem Konfederacji na prezydenta. To miała być udoskonalona powtórka z prawyborów z przełomu 2019/2020 roku. Wtedy prawybory wygrał Krzysztof Bosak. Prawybory okazały się sukcesem. Przyciągnęły zainteresowanie ludzi i mediów, a Konfederacja była pierwszą partią polityczną w Polsce, która zorganizowała prawybory prezydenckie z prawdziwego zdarzenia. Takie na wzór amerykański. W tym roku miało być podobnie. Niestety niedawno Krzysztof Bosak wydał dziwne oświadczenie, w którym zakomunikował, że może wystartować w prawyborach, jeżeli prawybory obejmą również PiS, który niestety powszechnie jest uważany za prawicę albo poprze Sławomira Mentzena jako jednogłośnego kandydata Konfederacji na prezydenta. Jak widać na górze skończyło się na tym drugim. Za pewne nie jestem jedynym człowiekiem, który zadaje sobie pytanie - O co w tym wszystkim chodzi?
Od początku było oczywiste, że nie ma żadnych szans na wspólne prawybory z PiS-em. I w ogóle co to za poroniony pomysł, żeby publicznie wysuwać taką propozycję w stosunku do systemowej partii udającą prawicę? Jak w takiej sytuacji mają się czuć ideowi wyborcy Konfederacji, którzy zobaczyli jak jej ważny przedstawiciel w praktyce uprawia zaloty w kierunku pisowców? Ja tutaj widzę dwa scenariusze. Jeden jest zły, a drugi tragiczny.
Pierwszy jest taki, że Wipler i Mentzen widząc popularność Grzegorza Brauna doszli do wniosku, że należy wycofać się z organizacji prawyborów, ponieważ Grzegorz Braun dostałby bardzo dobry wynik. Albo co jeszcze gorsze wygrałby te prawybory i to on zostałby kandydatem Konfederacji na prezydenta. Wtedy cały plan wipleryzacji Konfederacji, który opiera się o marsz ku centrum ugrzązłby i został wycofany do głębokiej defensywy. Przekabacili więc Krzysztofa Bosaka, żeby zgodził się na taki numer, a ten wykonał swoje zadanie.
Według drugiego scenariusza ktoś na górze Konfederacji(pozdrowienia dla pana Wiplera) dogadał się z pisowcami, że kandydatem nie zostanie Bosak, który odebrałby więcej głosów pisowskiemu kandydatowi, tylko Mentzen. Tutaj również ważna jest kwestia marginalizacji pozycji Grzegorza Brauna w Konfederacji. Przypominam słowa Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział, że może rozmawiać z Konfederacją, ale bez Brauna i Korwina.
Będę się powtarzał, ale to ważne. Już po wybuchu paranoi wojenno-ukraińskiej zauważyłem, że Konfederacja zmierza w złą stronę. Pisałem, że powinni tak samo jak w przypadku paranoi pandemicznej stać jako całość mocno w kontrze do partii systemowych i kontrować działania reżimu, który tym razem pod pretekstem wojny odbierał nam kolejne wolności, grabił i ograniczał kolejne prawa. Niestety tym razem Konfederacja się podzieliła i de facto, tylko Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna jako jedyna z trzech frakcji Konfederacji robiła to co Konfederacja jako całokształt robiła w okresie covidiozy. Po przyjściu Przemysława Wiplera nastąpił zdecydowany marsz ku centrum, a tak na prawdę krok po kroku zbliżanie się w kierunku systemu. Nagle człowiek, który nie zasiada w Radzie Liderów Konfederacji zaczął zachowywać się jak wódz pociągający za sznurki zza pleców Sławomira Mentzena. Wipler zaczął rzucać propagandowe hasła zgodne z doktryną reżimu np. o tym, że wojna na Ukrainie to również nasza wojna. To on atakował Grzegorza Brauna po zgaszeniu żydowskiej hucpy w polskim parlamencie. To on spotykał się z Danielem Obajtkiem w jego rezydencji. Wszystko wskazuje na to, że jedyne co mogłoby uzdrowić Konfederację to wyplewienie wipleryzmów, które prawdopodobnie stoją za ugładzeniem Konfederacji już od 2022 roku.
Tym ruchem Konfederacja chcąc, nie chcąc zrobiła dobrze PiS-owi i przy okazji moim zdaniem strzeliła sobie w stopę. Krzysztof Bosak nie tylko odbierałby głosy fałszywej prawicy spod znaku Jarosława Kaczyńskiego. Przede wszystkim jak wszystko na to wskazuje uzyskałby lepszy wynik od Sławomira Mentzena. Nie tylko dostawał on wyższe notowania w sondażach mainstreamowych. Wygrywał także z Mentzenem w sondażach przeprowadzanych przez strony antysystemowe. Jeszcze kilka lat temu sam patrzyłem pozytywnie na projekt - Mentzen 2025. Ale to było jeszcze przed "związkiem" Mentzena z Wiplerem. Wtedy Mentzen mógł nawet sprawiać wrażenie kogoś kto w przyszłości byłby takim naszym polskim odpowiednikiem Donalda Trumpa. Bezkompromisowym biznesmenem z oryginalnymi pomysłami, który buduje swoją markę w ramach swojej kancelarii, pubów, sklepów i innych biznesów. Niestety teraz Mentzen stał się symbolem odchodzenia Konfederacji od swojej rodowitej antysystemowości. A jednocześnie okazało się, że ciągle ma braki w debatach wyborczych i dał się łatwo podpuścić Ryszardowi Petru w zeszłorocznej kampanii bluzgając na niego bezsensu, kiedy ten niespodziewanie pojawił się na wiecu Konfederacji. Jestem pewny, że Krzysztof Bosak byłby lepszym kandydatem. Lepiej wypada w telewizji, a szczególnie w debatach co jest kluczowe. Poza tym jest szanowany również przez ludzi o innych poglądach i przyciągnąłby więcej osób niezdecydowanych. Nie da się go wyprowadzić z równowagi, ma większy potencjał na przyciągnięcie osób, które nie interesują się polityką. Co istotne byłby on kandydatem, który mógłby realnie pogodzić wiplerystów z braunistami. Tak się nie stanie. A to oznacza, że rana jaka powstała dwa lata temu w Konfederacji nie tylko nie zacznie się goić, ale zostanie poddana zakażeniu.

Komentarze
Prześlij komentarz