O CO CHODZI Z TYM WPŁYWEM ŻYDÓW NA POLITYKĘ AMERYKAŃSKĄ?
To temat rzeka. Poruszany tysiące razy na sto różnych sposobów. Więc i ja go troszeczkę poruszę. Przede wszystkim należy odróżnić dwie rzeczy. Państwo Izrael od żydokomuny. To nie do końca to samo. Izrael to państwo położone w Palestynie w 1948 roku na mocy decyzji podjętych przez ONZ. Izrael od dekad jest strategicznym sojusznikiem USA na Bliskim Wschodzie. Napisałem kiedyś, że w wyniku różnych wojen prowadzonych przez Amerykanów na Bliskim Wschodzie z jednej strony zyskiwał na tym Izrael, bo miliony młodych arabskich mężczyzn zaczęło uciekać do Europy i przez to liczba potencjalnych bojowników, którzy mogliby walczyć z Izraelem znacząco się zmniejszyła. Z drugiej strony Amerykanie zawłaszczyli sobie przeróżne złoża ropy naftowej i nie tylko, a także wywołali wielomilionową migrację przybyszów do Europy, która osłabiła gospodarczo Unie Europejską. UE, która chciała rywalizować ze Stanami Zjednoczonymi z biegiem czasu zaczęła borykać się z problemem niekontrolowanej masowej imigracji i kosztami socjalnymi jaki z tego tytułu ponosi. Izrael osiąga swoje cele na Bliskim Wschodzie, a Amerykanie osłabili UE i zaspokoili potrzeby koncernów zbrojeniowych. Wilk syty i owca cała.
Żydokomuna to wpływowe środowisko Żydów o mocnym odchyleniu lewicowym. Kształtowało się ono jeszcze w czasie rewolucji bolszewickiej, a jego sztandarowym przedstawicielem był Lew Trocki(Lew Dawidowicz Bronstein). Co ciekawe pod dojściu Stalina do władzy ta odmiana komunizmu znalazła się wtedy w Rosji w głębokiej defensywie i wielu bolszewików po prostu uciekło z Rosji w obawie przed swoim losem na czele z samym Trockim, który uciekł do Meksyku. Większość jednak udała się do USA. I tak po kilkudziesięciu latach okazało się, że w amerykańskim systemie bankowym, informacyjnym czy w przemyśle rozrywkowym jest wielu wpływowych Żydów o poglądach lewicowych, którzy nadają ton tamtejszemu przekazowi. A żeby zahaczyć trochę o Polskę mogę podać przykład Żyda, który nazywa się David Zaslav i jest dyrektorem generalnym spółki Discovery Communications, która jest właścicielem telewizji TVN.
Dlaczego
napisałem, że Izrael i żydokomuna to nie do końca to samo? Oczywiście
oba te podmioty mają wspólne interesy. Jednym z bardziej kluczowych jest
wykorzystywanie Holokaustu do robienia nikczemnych interesów np. w
sprawie nieuprawnionych roszczeń wobec tzw. mienia bezspadkowego. Jedną z
ofiar tego procederu jest Polska, a na każdego kto sprzeciwia się temu
procederowi nakładana jest łatka antysemity i negacjonisty, który
zaprzecza istnieniu zbrodni Holokaustu. Jednak państwo położone w
Palestynie i żydokomuna nie zawsze idą w parze. Żydokomuna to
najbardziej wpływowe środowisko w Partii Demokratycznej. Jej znanym
przedstawicielem jest choćby Bernie Sanders. Ten sam Bernie Sanders,
który nazywa premiera Izraela Benjamina Netanjahu zbrodniarzem wojennym i
od wielu lat mocno krytykuje politykę Izraela. Wiele protestów
przeciwko ludobójstwu jakie dokonuje Izrael w Strefie Gazy to protesty
skrajnie lewicowych studentów, którzy popierają właśnie takich polityków
jak Bernie Sanders czy Alexandria Ocasio-Cortez. Przypominam, że znany i
wpływowy żydowski grandziarz finansowy George Soros to jeden z głównych
silników, które napędzają finansowanie żydokomunie w Ameryce i na całym
świecie, a jednocześnie jest on uznawany za persona non grata w
Izraelu. Także sprawa nie jest wcale taka prosta, a państwo Izrael i
środowisko żydokomuny nie są jednym ciałem. Widać to także na
przykładzie Donalda Trumpa, który jest ewidentnie najbardziej
znienawidzonym człowiekiem na świecie przez żydokomunę. Był już nim
także, kiedy jako prezydent USA przeniósł stolicę Izraela z Tel Awiwu do
Jerozolimy. Na szczęście Trump wbrew pozorom nie jest stereotypowym
proizraelskim amerykańskim politykiem, który utożsamiałby obraz Ameryki,
na którym ogon macha psem. Trump uznaje Izrael jako ważnego sojusznika
USA i liczy się z wpływowym środowiskiem żydowskim, ale nie jest
zwolennikiem wielkiej wojny na Bliskim Wschodzie i kilka miesięcy temu
powiedział wprost, że Netanjahu popełnił wielki błąd bombardując Strefę
Gazy.

Komentarze
Prześlij komentarz