MOJA FANTASTYCZNA PIĄTKA
Oto moich pięciu wspaniałych. Moich pięciu ulubionych piłkarzy. Pięciu zawodników, którzy dali mi najwięcej radości. Takich, na których się wychowałem. Zawodników, których najbardziej podziwiam i szanuję. Zawodników, do których najczęściej powracam oglądając filmiki piłkarskie na Youtube. Nieprzypadkowo każdy z nich jest legendą klubu piłkarskiego FC Barcelona. Jestem kibicem Barcelony, więc nie było innej możliwości.
5. CARLES PUYOL
Absolutny i niedościgniony wzór kapitana. Człowiek, który był sercem Barcelony. Prawdziwy wojownik, który swoją waleczność łączył z opanowaniem i ogładą. Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek był w stanie go wygryźć z obrony w mojej ulubionej jedenastce. Na pewno w historii nie brakowało stoperów, którzy mieli większe umiejętności niż Puyol. Ale nikt poza nim oraz Maldinim nie miał takiego charakteru i osobowości. Warto dodać, że obaj całą karierę spędzili w swoich ukochanych klubach. Carles Puyol to zawodnik, który dostając w twarz od przeciwnika pierwsze co zrobił to uspokajał swojego kolegę z drużyny Ronaldinho, żeby ten nie dał się sprowokować i nie zaogniał sytuacji próbując bronić swojego kapitana. To obrońca, który obronił herbem swojego klubu strzał przeciwnika zostając sam przed bramką. Cóż za symboliczna akcja, prawda? To kapitan, który w legendarnym klasyku, kiedy Barcelona rozgromiła na wyjeździe Real Madryt 6-2 strzelił bramkę dającą prowadzenie swojej drużynie i celebrował ten moment całując opaskę kapitańską w barwach Katalonii. Kolejny ważny symbol. Dlatego umieściłem takie zdjęcie. Kiedy słyszę - Carles Puyol - myślę ważny gol w klasyku i całowanie opaski. Ale Puyol to oczywiście coś znacznie więcej niż jeden gol czy nawet symboliczna opaska z katalońskim DNA. Gdyby w jakieś encyklopedii piłkarskiej przykład jakiegokolwiek zawodnika miał posłużyć jako wzór piłkarza fair play to ja nie mam żadnych wątpliwości kogo umieściłbym w tej rubryce - Carles Puyol. Aha. Jak mógłbym zapomnieć. To Carles Puyol po wygranym finale Ligi Mistrzów z Manchesterem United w 2011 roku oddał przed odebraniem pucharu opaskę kapitańską powracającemu po chorobie nowotworowej Ericowi Abidalowi. To dzięki niemu Abidal, które jeszcze kilka tygodni temu walczył o życie mógł wznieść puchar wieńczący wspaniały sezon w wykonaniu Barcelony.
4. ANDRES INIESTA
Na świecie niewielu jest zawodników, którzy zamknięci w budce telefonicznej z przeciwnikiem i tak byliby w stanie sobie poradzić i nie stracić piłki. Bez wątpienia takim zawodnikiem jest Iniesta. Nie wiem czy kiedykolwiek na świecie pojawił się pomocnik, który tak świetnie radził sobie w grze na małej przestrzeni. Oglądanie jego ruchów z piłką przy nodze na boisku sprawia widzowi wrażenie jakby oglądał połączenie piłki nożnej z jazdą figurową. Czasami wręcz w zwolnionym tempie. Człowiek, który chciałby sprowadzić karierę Iniesty wyłącznie do liczb i statystyk popełniłby zbrodnię. Byli tacy heretycy, którzy swego czasu uważali, że należało pozbyć się Iniesty z Barcelony, a zostawić Fabregasa bo ten miał więcej asyst i goli. Jak to dobrze, że stało się odwrotnie. Fabregas był bardzo dobrym pomocnikiem, ale nabijającym statystyki głównie przeciętnym i słabszym rywalom, a znikający w najważniejszej części sezonu. Natomiast Iniesta okazywał się często game changerem w ważnych spotkaniach. Dla mnie najbardziej spektakularnym tego przykładem jest słynny gol z Chelsea dający w ostatnich minutach awans Barcelonie do finału Ligi Mistrzów, którego zdjęcie zamieściłem na górze, bo idealnie oddaje moje emocje związane z Iniestą. Iniesta także stał się bohaterem całej Hiszpanii strzelając jedynego gola w finale Mistrzostw Świata z Holandią. Stał się jedynym zawodnikiem, który był oklaskiwany na wszystkich stadionach w Hiszpanii. Nawet przez kibiców Realu Madryt czy Espanyolu. Iniesta został najlepszym zawodnikiem Euro 2012. Został również najlepszym zawodnikiem finału Ligi Mistrzów z Juventusem w 2015 roku, w którym zaliczył asystę. Jest on jednak kochany nie tylko za ważne gole strzelane dla klubu i reprezentacji. Jest kochany także za to jakim jest człowiekiem. A jest człowiekiem po prostu całkowicie normalnym. Najsłynniejsi sportowcy często stają się jednocześnie celebrytami dzielącymi się regularnie swoim życiem prywatnym(niekiedy bardzo burzliwym). Szukają atencji, czasami wręcz kontrowersji. Iniesta pod tym względem odstaje od trendów. Jestem kimś takim kim w Polsce jest Kuba Błaszczykowski. Przykładem skromnego, normalnego mężczyzny, który ma dobrze poukładane w głowie, dla którego najważniejsza jest rodzina i prywatność będąca niemal sacrum. Obaj zresztą przeżyli ogromne tragedie rodzinne. Kuba stracił matkę, którą zamordował jego ojciec, a Andres najpierw borykał się z depresją, aby później los dobił go jeszcze śmiercią dziecka. Mimo tak drastycznych przeciwności losu udowodnili, że z każdej tragedii można się podnieść i realizować swoje marzenia. Iniesta to dla mnie symbol realizowania swoich marzeń i zdobywania szczytów, mimo napotykania na drodze wielkich przeciwności.
3. XAVI HERNANDEZ
Teraz kolej na uosobienie mózgu w piłce nożnej. Czas na perfekcyjnego rozgrywającego. Idealnego kreatora. Piłkarza, który moim zdaniem obok Luki Modricia jest najważniejszym pomocnikiem w XXI wieku. Dlaczego? Uważam, że to właśnie ci pomocnicy mieli największy wpływ na wieloletnie sukcesy swoich drużyn. W klubie, a także w reprezentacji. To właśnie Xavi był zawodnikiem, który przez złotą dekadę Barcelony(2005-2015) miał najczęściej kontakt z piłką w czasie spotkań, miał najwięcej podań i był po prostu tempomatem, który w największym stopniu decydował o budowaniu akcji tworzonych przez Barcę. Był zawodnikiem notorycznie zaangażowanym. Za każdym razem, kiedy Barcelona przejmowała piłkę zawsze Xavi pokazywał się kolegom do rozegrania akcji. A za nim dostawał piłkę rozglądał się kilka razy w celu rozeznania sytuacji taktycznej na boisku. I tak przez kilkanaście lat. Kilkanaście lat bycia grającym komputerem z najlepszym procesorem na świecie. Idealnie dopasowanym pod styl gry swojego klubu jak na wychowanka przystało. Johan Cruyff przez dekady pracował nad udoskonalaniem stylu opartego o posiadanie piłki, totalną dominację i zepchnięcie rywala do narożnika, aż po wielu latach pojawił się idealny produkt naznaczony filozofią Cruyffa, który stał się rozgrywającym idealnym. Kiedy mówię tiki taka - myślę Xavi. Jestem pewny, że gdyby nie było Xaviego to Iniesta nie zrobiłby aż tak spektakularnej kariery, bo nie miałby obok siebie nawigacji, która umożliwiała mu skuteczniejsze poruszanie się po boisku. Xavi to człowiek, który podobnie jak Guardiola jest szalony na punkcie piłki nożnej. Żyje nią niemal 24 godziny na dobę. Obaj uwielbiają debatować na temat taktyki. Jeden i drugi już jako zawodnicy byli grającymi trenerami. I nawet jeśli Xavi nie osiągnie sukcesów jako trener to na zawsze zostanie zapamiętany jako jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy rozgrywający w historii futbolu.
2. RONALDINHO GAUCHO
Czas na piłkarza, który odmienił historię Barcelony. Czas na człowieka, który przywrócił uśmiech w stolicy Katalonii. Czas na zawodnika, do którego mam gigantyczny sentyment, bo stał się on moim pierwszym idolem. Ronaldinho przyszedł do Barcelony w 2003 roku. Wtedy powoli zaczynałem interesować się piłką nożną. Obejrzałem film dokumentalny o Barcelonie i Katalonii. Większości rzeczy z zagadnień politycznych oczywiście jako dziecko jeszcze wtedy nie rozumiałem. Ale zafascynowała mnie historia klubu i jego mocna tożsamość i integracja z Katalonią w kontrze do Hiszpanii. Zauroczyłem się w filozofii klubu, którego fundamentem jest szkółka piłkarska - La Masia - i stylem gry jaki preferują. To jest korzeń mojego kibicowania Barcelonie. Ale prawdopodobnie ten korzeń nie przerodziłby się w nic więcej, gdyby nie Ronaldinho. To on wciągnął mnie w próby regularnego oglądania meczów Barcelony po jakiś zagranicznych kanałach(zwykle francuski Canal+), bo w Polsce liga hiszpańska nie była jeszcze systematycznie puszczana. To jego spektakularna gra, widowiskowe sztuczki piłkarskie powodowały, że miałem ochotę oglądać jeszcze więcej i jeszcze więcej spotkań Barcy i piłki nożnej w ogóle. To właśnie dzięki niemu wychodziłem coraz częściej na podwórko, żeby uczyć się kolejnych trików, które Brazylijczyk zrobił na boisku. To dzięki takim wyjściom poznawałem nowych kolegów, z którymi potrafiłem się dobrze bawić. Wszyscy chcieliśmy być jak Ronaldinho. Niesamowite jak jeden piłkarz potrafi wpłynąć na życie milionów ludzi na świecie. Warto podkreślić, że jest to jedyny piłkarz z tej piątki, który nie jest wychowankiem Barcelony. I to nie jest przypadek. Po latach kryzysu związanego zarówno z brakiem trofeów jak i brakiem radości z gry do Katalonii zawitał człowiek z zewnątrz, który od razu dostał numer 10 i stał się symbolem odrodzenia Barcelony. Niesamowicie utalentowany i cieszący się życiem Brazylijczyk swoją piękną grą powodował większe zainteresowanie kibiców i sponsorów, nawet jeśli wyniki nie były od razu spektakularne. Entuzjazm kibiców przełożył się na podniesienie morali całej drużyny i później poszło z górki. Barcelona po 14 latach wygrała Ligę Mistrzów dokładając do tego dwa mistrzostwa Hiszpanii, a Ronaldinho zgarnął po drodze Złotą Piłkę stając się wtedy najlepszym piłkarzem na świecie. Co najlepsze w swoim szczycie potrafił w olśniewający sposób łączyć efektowność z efektywnością i żonglując piłką nad rywalami potrafił również przy okazji prowadzić Barcelonę do sukcesów. Ronaldinho stał się synonimem Joga Bonito w piłce nożnej i doprawdy trudno mi sobie wyobrazić, żeby kiedykolwiek pojawił się piłkarz, który potrafiłby robić lepsze widowisko niż Roni. A na deser przypomnę, że był chyba jedynym zawodnikiem Barcelony, który po strzelonym golu był oklaskiwany przez kibiców Realu na Santiago Bernabeu.
Wielu ludzi mówi, że Ronaldinho, gdyby się lepiej prowadził i był większym profesjonalistą wyciągnąłby ze swojej kariery znacznie więcej. Ja nie jestem przekonany. Być może paradoksalnie właśnie dlatego, że tak bardzo cieszył się życiem i był lekkoduchem był tak pięknym artystą, który zachwycał czymś więcej niż tylko golami. Może właśnie dlatego jego prime był tak spektakularny i widowiskowy, a wracać do niego będą następne pokolenia. Być może, gdyby nie był tym Ronaldinho, którego znamy to owszem grałby dłużej na wysokim poziomie, strzeliłby więcej goli i wygrał więcej trofeów, ale nie zrobiłby tego w tak bajeczny sposób i niekoniecznie mielibyśmy ochotę tak często powracać do oglądania jego zagrań.
1. LIONEL MESSI
Numerem jeden jednak nie mógłby być nikt inny. Chłopak, którego Barcelona najpierw uratowała od kalectwa, aby później odwdzięczył się jej z nawiązką. Chłopak, którego opisywany wcześniej przeze mnie Ronaldinho wprowadził do pierwszej drużyny zaliczając asystę przy debiutanckim golu Leo. Cóż to była za symboliczna scena. Mój ówczesny idol namaszczający mojego następnego idola. Gęsia skórka to najczęstsza reakcja jaka dotyka mnie, kiedy po raz kolejny oglądam tamtą akcję. Leo Messi to mały chłopak, który stał się najlepszym piłkarzem w historii. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości już od wielu lat. I nie potrzebowałem wygrania przez Messiego Mundialu, żeby było to dla mnie jasne. Nigdy w historii piłki nożnej nie było zawodnika, który przez ponad dekadę był topowym strzelcem, topowym asystentem i topowym dryblerem. To się po prostu nie dzieje. Jedynym wyjątkiem okazał się Messi. Nie potrzebowałem do tego wygrania przez Leo mistrzostwa świata, ale kibicowałem mu wtedy jak cholera. Chciałem, żeby jego kariera reprezentacyjna, która często była drogą przez mękę zakończyła się magicznym happy endem. I tak się stało. Przez całą karierę próbował łapać tego króliczka, aż w końcu na sam koniec go złapał. I może właśnie dobrze, że zdobył to pod koniec kariery. Może właśnie dzięki temu wygrana smakowała tak cudownie. Bo została ciężko wywalczona, a nie podana na tacy. On wie najlepiej ile musiał poświęcić pracy i wyrzeczeń, żeby zostać należycie docenionym przez Argentyńczyków. Tak jak od zawsze był doceniany i uwielbiany przez kibiców Barcelony. Pamiętam jak przez pierwsze sezony Messi borykał się z kontuzjami mięśniowymi. Jak bardzo bałem się, że taki talent zostanie zaprzepaszczony przez kontuzje. Na szczęście wraz z przyjściem Pepa Guardioli zakończyły się problemy zdrowotne Messiego. To właśnie Guardiola dał szansę wraz ze swoim sztabem rozwinąć się pod kątem fizycznym Leo, a potem walnie przyczynił się do rozwoju piłkarskiego Argentyńczyka, który stał się najlepszym z najlepszych. Messi z najlepszego skrzydłowego na świecie przekształcał się w najlepszą dziesiątkę na świecie. Choć dosłownie był wtedy fałszywą dziewiątką. Już nie tylko zachwycał dryblingiem i piłką przyklejoną do nogi, ale również regularnym strzelaniem bramek czy rozgrywaniem. Pierwszym takim wielkim meczem na tej pozycji był wspominamy przeze mnie wcześniej klasyk z Realem wygranym 6-2. Nie będę się nawet wysilał na rzeczowe streszczenie kariery Messiego, bo i tak wiem, że nie podołam. Przypomnę tylko, że Leo Messi ma na koncie 8 Złotych Piłek, 6 Złotych Butów, zdobył 91 goli w jednym roku kalendarzowym, w sezonie 2011/2012 strzelił 73 gole i zanotował 32 asysty! Wymieniłem na szybko te rekordy, które moim zdaniem najtrudniej będzie pobić. A jeszcze te gole dryblując niemal od własnej połowy w ważnych meczach jak w półfinale Ligi Mistrzów z Realem czy w finale Pucharu Króla z Bilbao. Albo położenie Boatenga. Albo te rzuty wolne strzelane na sto różnych sposobów...
Nikt nie strzelił tylu ważnych goli dla Barcelony. Nie ratował tak często kolegów indywidualnymi akcjami. Nie dźwigał takiego ciężaru w trudniejszych chwilach, kiedy drużynie nie szło. GOAT jest jeden i nazywa się - Lionel Messi.






Komentarze
Prześlij komentarz