KONIEC SPEKTAKLU
7 stycznia 2021
Wybory prezydenckie w USA 2020 wygrał Donald Trump, ale prezydentem zostanie Joe Biden. W największym światowym mocarstwie i kolebce światowej demokracji postanowiono bez ogródek i wstydu sfałszować wybory przez korespondencyjny szwindel. Dziesiątki tysięcy głosów osób zmarłych w poszczególnych stanach to tylko wierzchołek góry lodowej. Trumpowi udało się zrobić zamieszanie w internecie i zmobilizować swoich sympatyków. Przez ostatnie dwa miesiące największe światowe media głównego ścieku fałszerstwa przemilczały lub kłamały wprost, że nie było żadnych nieprawidłowości, a wystąpienia prezydenta przerywano na swoich antenach w momencie poruszania przez niego tego tematu. W internecie jednak nic nie ginie i dowody jak to tysiące trupów rzekomo oddawało głosy korespondencyjnie poroznosiły się jak świeże bułeczki. Największe portale społecznościowe również robiły co mogły posługując się cenzurą i będą robić to nadal. Teraz zawiesiły konto prezydenta Trumpa na pejsbuku i twiSSterze. Wczoraj tak na prawdę była ostatnia szansa na odwojowanie sfałszowanych wyborów. Pierwszym kluczowym punktem miał być wiceprezydent Mike Pence prowadzący obrady w Kongresie. Po wniesieniu obiekcji dotyczących fałszerstw w niektórych stanach przez senatorów Pence miał być tym trybikiem napędzającym mechanizm oddalenia głosów elektorskich z powrotem do tych stanów. Po pozytywnym rozpatrzeniu dowodów na fałszerstwa i nieprawidłowości w głosach elektorskich o wyborze prezydenta miały decydować stanowe Izby Reprezentantów. W takim układzie jeden stan = jeden głos i w taki sposób przewagę mieliby republikanie. W teorii wszystko możliwe i zgodne z prawem. Wiceprezydent robi swoje, republikanie w Izbach robią swoje. Nic z tego. Mike Pence zdradził Donalda Trumpa. Wszystko zatrzymało się już na etapie obrad w Kongresie. Potem wydarzyła się ta zadyma połączona z prowokacjami i wyszło jak wyszło. Trump stracił wiceprezydenta, więc i w stanowych Izbach nie ma co liczyć, że republikanie zagłosowaliby lojalnie wszyscy za prezydentem. Demonokracja ujawniła po raz kolejny swoje prawdziwe oblicze. Nie bardzo chcę mi się wierzyć w rzekomą ostatnią, dodatkową deskę ratunku dla Trumpa w postaci przewrotu wojskowego. Co prawda tajemnicą poliszynela są dobre stosunki Trumpa z wierchuszką generałów amerykańskich, ale nie wierzę, że wojsko i DIA zrobiłoby taki numer dla jakiegokolwiek prezydenta. W gruncie rzeczy to tak na prawdę w wielu przypadkach oni sterują prezydentami, a nie odwrotnie. Zmiana jednego prezydenta na drugiego prawdopodobnie nie wpłynie na długofalowe plany amerykańskiej armii, ale może zmienić znacznie akcenty, a śpiący Joe to będzie o wiele milszy akcent dla chińskich uszów niż Donald Trump.
Teraz kwestia "walki z pandemią". Kiedyś to "walka z terroryzmem" była pretekstem do zwiększania inwigilacji przez rządy i ograniczania naszej wolności. Oficjalnie od 2020 roku nasi dobrodzieje zmienili narrację. Czas na "walkę z pandemią!". Obserwując to co się dzieje nie mam żadnych wątpliwości, że po pierwsze Donald Trump był błędem w matrixie wygrywając wybory w 2016 roku, więc postanowiono coś z tym zrobić. Po drugie nie pasował jako ogólny błąd w matrixie do narracji "walki z pandemią", bo w przeciwieństwie do Joe Bidena był przeciwnikiem lockdownu i zamykania gospodarek. Do rzekomej "walki z terroryzmem" zresztą też nie pasował. Jego prezydentura była pierwszą od wielu lat, kiedy to USA nie wywołały żadnej nowej wojny. Rzeczywiście ten Trump okazał się jakiś taki za mało systemowy i poprawny politycznie. Teraz na stuprocentową fasadę demonokracji został wysunięty śpiący Joe. Jaką muszą mieć radochę w Pekinie. Nie dość, że mają swojego człowieka w Białym Domu, to jeszcze z demencją, za którym stoją takie tuzy jak komunistka Kamala Harris, a w oddali czają się jeszcze inny komuch Bernie Sanders i pandemiczny grandziarz Bill Gates. Biorąc pod uwagę, że WHO stało się już wspólną spółką Chin i Billa Gatesa nie mogę już doczekać się najbliższych kilku lat. Kupujcie popkorn i zimne napoje. Będą "walczyć z pandemią" jeszcze przez ładnych parę sezonów, a dla rządów takich jak w Polsce prezydent miłośnik lockdownów Biden na czele jeszcze światowego mocarstwa i naszego sojusznika będzie świetnym pretekstem do utrzymywania obostrzeń, szczególnie w okresach jesienno-zimowych. Następne wybory chyba za 4 lata. Ale czy będzie do czego wracać?

Komentarze
Prześlij komentarz