2024
30 grudnia 2023
Zapomnijcie o tworzącym się nowym rządzie w Polsce. Zapomnijcie o świecach chanukowych w polskim parlamencie. Zapomnijcie nawet o zapasach w kisielu związanych z przejmowaniem TVP. W przyszłym roku absolutnie najważniejszym tematem będą wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Przejęcie Białego Domu będzie najważniejszym wydarzeniem nie tylko dla samej Ameryki. Będzie to najważniejsze wydarzenie polityczne dla całego świata. Więc także dla nas. Wybór między Joe Bidenem, a Donaldem Trumpem to będzie wybór cywilizacyjny. To będzie wybór między tym czy chcemy kolejnych pandemii, wojen i postępującej polityki "klimatycznej" czy chcemy więcej spokoju i bezpieczeństwa. To będzie wybór między niewolą, a wolnością. Między rewolucją komunistyczną z dominującymi międzynarodowymi korporacjami kopiującymi rozwiązania chińskie, a kontrrewolucją wolnościową ludzi, którzy nie chcą podporządkowywać się postępującemu zamordyzmowi.
Ale zanim Amerykanie dokonają ostatecznego wyboru zastanówmy się czy w ogóle będą mieli okazję tego dokonać? Co mam na myśli? Ostatnio głośna zrobiła się sprawa usunięcia Donalda Trumpa z kart wyborczych w dwóch stanach - Kolorado i Main. Chodzi konkretnie o prawybory republikańskie, które wyłonią kandydata Partii Republikańskiej na prezydenta. Sprawa jest mocno zagmatwana w przestrzeni publicznej. Zanim ostatecznie cokolwiek zostanie rozstrzygnięte sprawa trafi do Sądu Najwyższego. Jeżeli Sąd Najwyższy sprawę odrzuci to koniec zadymy. Można się rozejść. Jeżeli jednak Sąd Najwyższy zezwoli tym stanom na de facto wykluczenie Trumpa z rozgrywek prawyborczych w tych stanach to prawdopodobnie pojawią się kolejne stany zarządzane przez Demokratów, które powtórzą ten numer. Mówi się, że wszystkich takich stanów może być 15. To nie zamknęłoby Trumpowi drogi do wygranych prawyborów, bo jest to mniej niż połowa stanów, ale na pewno utrudniłoby mu prowadzenie normalnej i skutecznej kampanii. A dlaczego oni w ogóle to robią? Wiadomo, że chodzi o przeszkodzenie Trumpowi w dojściu do władzy. Jednak jakiego pretekstu używają tym razem? Chodzi o słynne wydarzenie zwane - 6 stycznia. Donald Trump 6 stycznia 2021 roku zebrał przed Kongresem tysiące swoich zwolenników w akcie protestu przeciwko fałszerstwom wyborczym. Na końcu okazało się, że Kongres jest zupełnie otwarty i można wchodzić bez problemu do jednego z najlepiej strzeżonych budynków na świecie. Była to ewidentna prowokacja. Część zwolenników Trumpa urządziła sobie spacer po Kongresie, a część prowokatorów próbowała wszcząć zadymę. Donald Trump od razu odciął się od tych prowokatorów i poprosił swoich zwolenników o spokojne protestowanie i wyjście z Kongresu. Demokraci jeszcze na sam koniec kadencji Trumpa w styczniu 2021 wszczęli procedurę impeachmentu, która uniemożliwiłaby mu już na zawsze start w wyborach. Jednak impeachment nie doszedł do skutku. Nie zebrano wystarczającej większości w Kongresie, która uznałaby Trumpa winnym rzekomej rebelii przeciwko Stanom Zjednoczonym i Trump sprawę wygrał. Skoro więc nawet Kongres stwierdził, że Trump jest niewinny to dlaczego po 3 latach Sąd Najwyższy miałby zasądzić inaczej?
To może być najgorętszy okres w Ameryce od czasów wojny secesyjnej. Przedstawiciele rewolucji komunistycznej, których Trump nazywa globalistami zrobią niemal wszystko, żeby przeszkodzić mu zostanie prezydentem USA. Jeżeli nie uda im się tego dokonać takimi machlojkami wyborczymi jak z tymi kartami to będą próbować używać innych środków. Może kolejny wirus? Może jakiś cyberatak? A może atak terrorystyczny? Samego Donalda Trumpa chyba fizycznie nie zaatakują, bo tylko zrobiliby z niego wielkiego męczennika, a przecież i tak coraz więcej Amerykanów za takiego męczennika zaczyna go uważać już teraz. Pytanie na ile Trump ma obecnie poparcia w armii i w DIA, czyli tamtejszym wywiadzie wojskowym? Co jakiś czas pojawiały się sygnały ludzi z tych kręgów, które wykazywały ciche poparcie dla Trumpa. O dekad podział był taki, że służby cywilne takie jak CIA i FBI były prodemokratyczne, a służby wojskowe właśnie takie jak DIA były prorepublikańskie. Oczywiście sama Partia Republikańska podzieliła się w ostatnich latach na część antysystemową i patriotyczną, czyli MAGA na czele z Trumpem i część systemową z takimi postaciami na czele jak Mitch McConnell czy rodzina Bushów. O ile w samej partii to MAGA zaczęła dominować nad tymi systemowcami, o tyle nie wiemy jak ten podział wygląda w samej armii. Z tego wynika, że spodziewać się możemy niemal wszystkiego. A jeszcze przecież tak do końca nie można być pewnym czy Joe Biden rzeczywiście ostatecznie będzie ubiegał się o reelekcję czy jednak w końcu uda się Demokratom jakoś odsunąć starszego, chorego na umyślę człowieka od stołka i postawić do boju innego pionka z ich szachownicy. Powtarzając za komentatorem sportowym Andrzejem Twarowskim w 2024 roku - Siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i startujemy.

Komentarze
Prześlij komentarz