TRUMP W CHINACH I HISTERIA DOTYCZĄCA ŻOŁNIERZY AMERYKAŃSKICH W POLSCE
Na obrazku widzimy prawdziwy powód wizyty prezydenta Donalda Trumpa w Chinach. Donald Trump zabrał ze sobą gromadę prezesów największych amerykańskich firm i przedsiębiorstw. To tylko potwierdza, że Amerykanie pogodzili się już z tym, że sojusz Chin z Rosją stał się trwały i nie będą w stanie go zerwać. W takim razie trzeba się w tej rzeczywistości jakoś odnaleźć, zamiast się na nią obrażać. Stany Zjednoczone pod przewodnictwem Donalda Trumpa pogodziły się z tym, że przestają być jedynym światowym hegemonem. Wygląda na to, że długo wyczekiwana przez wielu ekspertów wojna USA-Chiny, której punktem zapalnym miałby być Tajwan schodzi na dalszy plan. To dalsze rozwinięcie nowej strategii Stanów Zjednoczonych, która ujrzała światło dzienne pod koniec zeszłego roku. Amerykanie nie będą na siłę próbować utrzymywać obecnego porządku świata, który rozłazi się na naszych oczach, tylko już zaczynają ustawiać się do nowego rozdania. Dlatego ostatnia wizyta Trumpa w Chinach nie stała pod znakiem Tajwanu i wojny, za to skupiła się na aspektach handlowych. Amerykanie i Chińczycy zaczynają niczym jak u lekarza pierwszego kontaktu badać się i sprawdzać na jakich polach i do jakiego stopnia mogą, mówiąc w dużym skrócie robić ze sobą interesy w tym nowym układzie światowym, kiedy już nie ma jednego niekwestionowanego hegemona - USA, tylko jest dwóch - USA i Chiny. Dlatego to Amerykanie zrobili pierwszy krok. I to oni jako pierwsi pojawili się z wizytą w Chinach, a nie odwrotnie. Wiedzą, że ich porządek światowy ukształtowany w drugiej połowie ubiegłego stulecia ulega erozji. Ulega na ich własne życzenie, bowiem przez swoją chciwość i pychę przenieśli dużą część swojej produkcji do Chin, hodując w ten sposób wielkiego czerwonego smoka. To Trump trafnie diagnozował już od ponad 20 lat, kiedy jeszcze był "zwykłym" biznesmenem. Teraz kiedy jest u władzy okazało się, że jest już za późno. Ameryka będzie rywalizować z Chinami, ale nie zamierza iść z nimi na wojnę. W pierwszej kolejności zaczynają zabezpieczać najbliższy sobie region, czyli Amerykę Środkową i Południową. Stąd akcja z Maduro i Wenezuelą oraz naciski na Kubę czy Kanadę. Bliski Wschód jest z kolei takim wrzodem, który przynosi więcej problemów niż korzyści, ale nadal z uwagi na znaczące wpływy żydowskie w USA Amerykanie są tam zaangażowani bardziej niż im się to opłaca. Choć moim zdaniem na dłuższą metę i tam Amerykanie dokonają jakiegoś resetu, a wpływy żydowskie zaczną w końcu słabnąć. Już teraz widać jak w Stanach rośnie sceptycyzm czy wręcz nienawiść do państwa Izrael. W Europie zresztą również.
A na koniec zahaczę o stosunek Amerykanów do Europy w ramach nowej strategii. W Polsce nastąpiła histeria z powodu rzekomego wycofywania się żołnierzy amerykańskich z Polski. To oczywiście okazało się bzdurą, ponieważ te 5 tysięcy żołnierzy, którzy mają zostać "wycofani" z Polski to część wojsk rotacyjnych, które i tak od początku nie były przypisane konkretnie do Polski. Te 10 tysięcy amerykańskich żołnierzy, którzy są do nas przypisani z całym swoim sprzętem i logistyką nie zostaną wycofani. Nic się nie zmieni, ale została sztucznie napompowana histeria. Dlaczego? Otóż wydaję mi się, że dlatego, ponieważ jest to w interesie Niemiec. Chodzi o to, żeby przez takie histerie nakłaniać opinię publiczną, by przychylniejszym okiem spoglądała w stronę federalizacji Unii Europejskiej i budowie unijnej armii. Jak wiadomo obecny rząd w Polsce z Donaldem Tuskiem na fasadzie reprezentuje stronnictwo niemieckie, więc wszyscy jego akolici w mediach jak jeden mąż krzyknęli - Uwaga! Uwaga! Amerykanie opuszczają Polskę i Europę! Musimy się federalizować!
W rzeczywistości i zgodnie z nową strategią USA, chodzi o to, żeby redukować liczbę żołnierzy w państwach, które nie przestrzegają zasad NATO i nie wydają wymaganego limitu PKB na zbrojenia. Polska się do takich państw nie zalicza. Zaliczają się natomiast Niemcy stąd cała ta "afera" z redukcją amerykańskich sił u naszych zachodnich sąsiadów. Także nie ma opuszczania Europy, a jedynie redukcja sił.

Komentarze
Prześlij komentarz