SPRAWIEDLIWOŚĆ DZIEJOWA

18 grudnia 2022


Od dawna uważałem, że Lionel Messi to najlepszy piłkarz w historii. Jest to zawodnik, który przez ponad dekadę był topowym strzelcem, topowym rozgrywającym i topowym dryblerem. Pelé, Maradona, Cruyff, Zidane, Ronaldo Nazario czy Cristiano nie łączyli w sobie tych trzech walorów. Krytycy Messiego mieli jednak przygotowany zawsze jeden argument - Leo nie ma tytułu mistrza świata. Dzisiaj ten argument upadł niczym mur berliński.

Ile razy mógł upaść człowiek, zanim przestawał mieć siłę, by znów się podnieść? Pamiętam wszystkie przegrane finały Argentyny w ostatnich kilkunastu latach. Przegrany finał Copa America w 2007 roku, przegrany finał Mundialu 2014 z Niemcami po dogrywce, przegrane znowu finały Copa America 2015 i 2016(dwa razy po rzutach karnych). To wyglądało jak jakieś fatum. Naród argentyński traktował to wszystko jak klęski. Tam piłkę nożną traktuje się jak sprawę życia i śmierci. Mało kto starał się analizować beznadziejną sytuację organizacyjną w tamtejszym futbolu. Jeszcze 4 lata temu to Leo Messi opłacał pensje części sztabu szkoleniowego. Pod względem strukturalnym nic nie funkcjonowało tam normalnie. W 2008 roku postanowiono od tak zrobić selekcjonerem Diego Maradonę. Bo to Diego. Nieważne, że o trenowaniu nie miał zielonego pojęcia, bo nawet wcześniej go do tego nie ciągnęło, a jego jedynym stałym zajęciem było zabawianie się narkotykami. Ta historia skończyła się wysoką porażką w ćwierćfinale Mundialu z Niemcami 0-4. Mając na uwadze perypetie z jakimi mierzyła się reprezentacja Argentyny od tylu lat uważam, że już sam fakt tak regularnego dochodzenia do finałów był sporym wyczynem. Niestety łatka tego drugiego zawsze przegrywającego w najważniejszym momencie była nie do zniesienia dla kibiców. Messiemu nigdy nie było łatwo. Pamiętam komentarze Argentyńczyków wytykających Leo brak zaangażowania. Pamiętam sceny palenia koszulki Messiego. Łaska argentyńskiego kibica na pstrym koniu jeździ. Nikt tak jak Argentyńczycy nie potrafi nienawidzić swoich reprezentantów. Nikt tak jak Argentyńczycy nie potrafi również świętować zwycięstwa i dopingować swoją drużynę. Od skrajności w skrajność. Nic pośredniego. Taka jest Argentyna. Taka była na tym Mundialu. Od porażki z Arabią Saudyjską do mistrzostwa świata. Od prowadzenia 2-0 w finale do utraty prowadzenia. Zwycięstwo po serii rzutów karnych. Z tymi ludźmi nie można się nudzić. Po wygranym Copa America w zeszłym roku można było zauważyć, że trend tej reprezentacji zaczyna się zmieniać. Jakby zeszło z nich ciśnienie. Najbardziej widziałem to po zachowaniu Messiego. Nawet w najtrudniejszych sytuacjach na tym turnieju nie widziałem w nim cienia zwątpienia. Jakby wiedział, że ta historia musi się dopełnić. Dopełniła się.

Lionel Messi na końcu swojej kariery dokonał epokowego Last Dance. Jest w piłce nożnej tym, kim w koszykówce był Michael Jordan. Cytując słowa z pomnika Michaela Jordana:

"NAJLEPSZY JAKI KIEDYKOLWIEK BYŁ.

NAJLEPSZY JAKI KIEDYKOLWIEK BĘDZIE."

Komentarze